Boże Ciało

Spędzam z Bogiem coraz więcej czasu. I coraz bardziej czuję, że to jest to, co chcę w swoim dalszym życiu pielęgnować i rozwijać.

Nie ukrywam, że ma na to wpływ także to, co spotyka mnie ostatnio. Z jednej strony kolejne osoby ode mnie odchodzą. Spotykam się z pretensjami, zarzutami, obarczana jestem winą za to, że ktoś ode mnie odchodzi, że się zawiódł…

A z drugiej strony spotykam nowych ludzi, którym to,co i jak robię, nie przeszkadza. Wręcz śmiem twierdzić, że jest odwrotnie. Jednak wszystko to powoduje, że jestem coraz dalej od tych obszarów, z którymi tak mocno się identyfikowałam, i z myślą o dobru których zaczynałam swoje aktywistyczne działania. A tym czasem słyszę nawet, że moja radość z tego, ze mogę komuś realnie pomóc jest odbierana przez niektórych jako robienie głośnego szumu wokół siebie. Nie ukrywam, że boli mnie, gdy w kogoś inwestuję swoją energię, uczucia, czas i nagle zostaje to podeptane. Mimo, że nie robię wyrzutów, że staram się, żeby to na mnie nie wpływało za bardzo, coś za każdym razem we mnie umiera, coś gaśnie, coś odchodzi, by już nie wrócić. I nie wiem, jak bym sobie z tym radziła, gdyby nie moja Wiara, gdyby nie Jezus, któremu coraz więcej daję ze swojego życia, bo wiem, że kto jak kto, ale On mnie nie odtrąci, nie zostawi, nie wykorzysta.

Widzę już konkretne zmiany. Moje poglądy się radykalizują. Czytam coraz więcej literatury, rosną moje oczekiwania względem mnie samej. Widzę, jak to, co obecnie zaczynam robić wpisuje się w to, czego Bóg od nas oczekuje. Myślałam, że zamknęłam już pewien rozdział, a tu nagle ponownie wróciłam do tego, co tak bardzo mi pomagało w czasie, gdy odkrywałam siebie. Dałam coś, daję i dostaję.

Dzisiaj jest Boże Ciało. Do tej pory nie traktowałam tego święta zbyt poważnie. Oczywiście, chodziłam przed laty w procesjach, ale co to było za wyznanie wiary, gdy szło się w tłumie w czasach, gdy i tak co niedziela byłam w kościele.

Dzisiaj sporo myślałam, czym dla mnie obecnie staje się ten dzień, zwłaszcza w kontekście rozmowy jaką odbyłam dzień prędzej. Rozmowy, z której dowiedziałam się, że znowu ktoś ma pretensje, dlaczego? Bo nie skomentowałam, jak dostałam nagle odpowiedź, że mimo innych ustaleń, ktoś rezygnuje. Nie wiem, czy w ogóle by mnie powiadomił, gdybym nie zapytała. Co miałam odpowiedzieć, podziękować? za to, że znowu przez kogoś zostałam wydywana? Nic nie odpisałam i potem usłyszałam, że się obraziłam, że jestem przewrażliwiona. Gdy Tomek powiedział, że na procesję mam iść w albie, zdrętwiałam. Co innego pisać, pokazać na zdjęciach, rozmawiać…

Co innego natomiast pokazać w taki sposób. Zrobić takie wyznanie wiary. Najpierw jednak była Msza Św. i nasze dzielenie po Homilii. Boże Ciało. Czym jest dla mnie? Jak Je rozumiem? Kiedyś nie rozumiałam a teraz nawet przez moment zastanawiałam się, dlaczego akurat tak, dlaczego chleb i wino ma być Ciałem i Krwią Chrystusa. Dlaczego akurat ciało i krew? I wtedy pojawiły się w mojej głowie słowa Chrystusa wypowiedziane do uczniów w Wieczerniku: „To czyńcie na moją pamiątkę.” Czegóż chcieć więcej. Skoro Chrystus pokazał nam, jak mamy Go wspominać, to robię to i nie próbuję zrozumieć, dlaczego tak, a nie inaczej. I myśl ta była tak jasna, prosta, mocna, że od razu do mnie przemówiła. A skoro Chrystus chciał, by w szczególny sposób wspominać jego ofiarę, to skoro mam święto poświęcone wspomnieniu Jego Ciała, to moim obowiązkiem jest je wspominać i robić to tak, jak Chrystus ofiarował swoje Ciało za nas. Publicznie na krzyżu. Więc ja miałbym się krygować przed wyjściem w albie i z kadzidłem w procesji? Przecież bardzo tego pragnę, chcę, by moja wiara, wiara kobiety transseksualnej, była jawna, tak, jak jawne było wszystko to, co robił Chrystus będąc tu, na ziemi.

Jak się czułam? Spokojnie i dostojnie. Widok Monstrancji, którą kilkakrotnie wraz z Arturem okadzaliśmy, a zwłaszcza Hostia z wytłoczonym na Niej krzyżem, wzruszał mnie. Podczas dzisiejszego dzielenia Tomek opowiadał też o historii wprowadzenia Monstrancji, dlaczego i po co się pojawiła. Ja należę właśnie do tego gatunku wierzących, dla których wprowadzono Monstrancję, dla których tak ważna jest adoracja, celebracja.

Praktycznie już moje życie podporządkowuję obcowaniu z Chrystusem. Bardzo mnie dziś uderzyły słowa Tomka, że wychodząc z Eucharystii, mamy w sobie w szczególny sposób Boga i niesiemy go ze sobą w świat. Staram się wiedzieć i rozumieć coraz więcej. Czytam, słucham, dyskutuję, modlę się. Szukam odpowiedzi, próbuję zrozumieć, co dzieje się obecnie w moim życiu i zrozumieć, czego pragnę, czego oczekuję.

Dzisiejszy dzień to kolejny ważny etap na mojej obecnej drodze. Także dlatego, że mam coraz więcej siły i spokoju. Takie wejście w tłum, jak sobie funduję już od dłuższego czasu, jeszcze jakiś czas temu, wcale nie tak odległy, powodowałoby mimo wszystko wiele stresu. A dzisiaj nic. I zupełnie tak samo było podczas naszej dzisiejszej procesji. Nie czułam, że robię coś niestosownego.

Kiedyś napisałam, że nasza mała kaplica daje taką niezwykłą intymność w relacjach z Bogiem. I za każdym razem, gdy w niej jestem, czuję to. Tęsknię do jej widoku, nastroju w niej panującego. Pięknych strojeń. Wsiąkłam w Nią po uszy i cieszę się, że pojawiła się w moim życiu właśnie teraz. Gdyż nie boję się powiedzieć, że ona mnie ratuje.

Idę spać. Jutro rano msza. Potem DPS. Potem grupa wsparcia. I wieczorem prace nad projektem.

Kolejny ciekawy dzień, podczas którego znowu zrobię coś, dzięki czemu ponownie będę miała świadomość dobrze wypełnionego obowiązku. Obowiązku Chrześcijanki…

Opublikowano przemyślenia | Skomentuj

Ekonomia społeczna z transseksualizmem w tle

Chyba właśnie pojawił się temat kolejnej mojej książki.

Dzisiejsza obrona projektu w ramach Konkursu Wielkopolskich Innowacji Społecznych uzmysłowiła mi, jak wiele robię, nie planując tego, dla budowania pozytywnego obrazu osób trans. To kolejny projekt, jaki napisałam, a który porusza także temat transpłciowości. Jednak tym razem, to komisja wywołała ten temat, mimo, że ja o nim nie wspomniałam podczas prezentacji, skupiając się na założeniach projektu. Więcej, nie dosyć, że został wywołany, to jeszcze usłyszałam, że właśnie ujęcie w projekcie problematyki transpłciowości może być innowacją w ramach konkursu.

Bardzo się z tego ucieszyłam, bo cały czas mam w pamięci, z jakimi zarzutami spotkałam się, gdy postanowiłam rozszerzyć działania statutowe powstającej fundacji.

Niedługo obrona kolejnego projektu innowacji, tym razem w całości poświęconemu zagadnieniu transseksualizmu. Postanowiłam też napisać kolejny projekt w tym temacie.

Widzę, jak wielki potencjał się przede mną otwiera, ile dobrego mogę w ten sposób zrobić w kierunku depatologizacji postrzegania osób trans. Analizując ostatnie miesiące, podczas których weszłam bardzo głęboko w temat ekonomii społecznej, która staje się moim sposobem na życie, doszłam do wniosku, że może to być bardzo ciekawy temat na książkę. Dobrze, że do tytułu książki, którą obecnie piszę, czyli „Ostatniego rozdziału?” dodałam znak zapytania, bo moje życie stale pisze takie scenariusze, że nie ma szans na to, by nie pojawiały się kolejne rozdziały.

Wizyta w biurze RPO, druga po trzyletniej przerwie, okazała się też bardzo owocna, gdyż raport o sytuacji osób transpłciowych na rynku pracy pojawił się w najlepszym możliwym terminie, czyli na dwa tygodnie przed obroną projektu poświęconemu tej tematyce. Niewątpliwie bardzo mi pomoże w obronie.

Ostatnie dwa miesiące to niezwykle intensywny czas. Kilkanaście szkoleń, rejestracja Fundacji, napisane i złożone 4 projekty, tworzony kolejny, planowane dwa następne. Wywiady w nowych, niezwykle ciekawych odsłonach (Newsweek, Girl’s Room, Wyborcza, Father). Panel dyskusyjny w czasie Tęczowego Manifestu. Za kilka dni wezmę udział w sesji fotograficznej. I to wszystko się dzieje, mimo, że parę osób bardzo chciało udowodnić, że jestem nikim i do niczego się nie nadaję. Przykro mi, nie udało się wam, a ja ze swojej strony mogę was zapewnić, że to jeszcze nie moje ostatnie słowo…

Opublikowano moja tranzycja | Skomentuj

Czym sobie na to zasłużyłam?

Od pewnego czasu zadaję sobie to pytanie. I nie tylko ja, ale coraz większe grono moich znajomych i przyjaciół. Co ja takiego zrobiłam, że wygenerowałam taką nienawiść i niechęć w stosunku do mojej osoby? Dlaczego Ci, których poważałam, szanowałam, cieszyłam się z ich towarzystwa, dziś posuwają się do tego, by mnie zdyskredytować za wszelką cenę.           Prowokacje, insynuacje, dyskredytowanie mnie, ale nie tylko. Moja uczelnia została zdyskredytowana, Fundacja, z którą współpracuję podobnie. Osoby, które zgodziły się wesprzeć mnie swoją pracą poddawane zostają presji i muszą słuchać pomówień pod moim adresem.

Cały czas pamiętam, z jaką dumą jechałam na platformie autobusu otwierającego zeszłoroczny Pride Week. Co dziś z tego zostało? Nic, tylko gorycz, niesmak, żal. Rozmawiałam dziś z kilkoma osobami o tej sytuacji. bardzo się cieszę, że to, co mnie spotkało, wiele osób potrafi dostrzec w taki sposób, jakiego oczekiwałam. Jednak tak, jak mi napisała Ania Grodzka, nie powinno się dopuszczać do eskalacji takich sytuacji. Inna moja dzisiejsza rozmówczyni była zdziwiona, że moi przeciwnicy rozpętali taka medialną burzę, która, mimo usunięcia postów, już żyje w świadomości i cały czas zatacza coraz szersze kręgi.

Dla mnie najbardziej bolesne jest to, że cała ta sytuacja stawia wielu ludzi przed koniecznością wyboru. Widzę też, że niektórzy się oddalają, ale widzę też, jak wielu wyciąga do mnie dłoń, właśnie teraz, i murem stoi za mną.

Jestem pomawiana, dyskredytowana, obrzucana błotem. Organizuje się prowokacje, fałszywie oskarża, tworzy „dowody” bez podstaw. Mogłabym odpowiedzieć tym samym, bo cała ta sprawa powoduje, że mam coraz większą wiedzę o wielu sprawach, gdyż nie jestem jedyną, nie jestem pierwszą, zapewne nie ostatnią, z którą postąpiono w ten sposób. Najbardziej smuci to, że chyba, (tak, coraz bardziej mam co do tego wątpliwości), stoimy po tej samej stronie barykady. W momencie, gdy sąd stwarza problemy przy rejestracji organizacji NGO mającej w swoich celach działanie na rzecz środowisk LGBTQIA takie postępowanie, jakiego stałam się ofiarą, jest czymś kompletnie bezsensownym. Wiem o tym, nawet dzisiaj w jednej z rozmów o tej całej sytuacji, spotkałam się z identyczną opinią. Nie zamierzam odpowiadać tą samą bronią, jaką ci ludzie walczą ze mną w imię swoich kompletnie dla mnie nie zrozumiałych pobudek (jedyna, jaką jestem w stanie tutaj wskazać to taka, że mam inny sposób na walkę o nasze prawa, i taka, że zbyt dobrze znam tematykę, którą się zajmuję, dlatego nie pozwalam komuś, kto takiej wiedzy nie ma, narzucać sobie ich zdania). Tylko, czy tą sa powody do tego, by generować taką nienawiść?

I w dodatku brak wiedzy. Elementarnej. Wiedzy co do tego, kto za co odpowiada w organizacji. Cóż, ja poświęciłam sporo czasu na naukę, na studiowanie ustaw, na szkolenia. ja wiem, kto za co odpowiada…

Miałam nadzieję, że po tej burzy sprawa jednak sama ucichnie. Zgłaszając sprawę bardziej chciałam doprowadzić do opamiętania, ale także do dania sobie szansy przedstawienia swojej wersji wydarzeń. Ten cel już osiągnęłam i naprawdę wystarczyłoby tak niewiele, odrobinę dobrej woli, by tą sprawę zakończyć. Niestety, ciągle dowiaduję się o nowych faktach, o kolejnych próbach dyskredytowania mnie, a nawet podważania kompetencji ludzi ze mną współpracujących. I z każdą taką informacją, która do mnie dociera, coraz bardziej jestem przekonana, że nie zostawia mi się wyboru. Praktycznie nie zastanawiam się już czy. Zastanawiam się kogo, czy poszczególne osoby, czy całą organizację. Ja wcale nie ukrywam, że nie jestem bez winy. Nie trudno było wykorzystać moją otwartość i ufność przeciwko mnie. Na pewno popełniłam błędy, dałam się złapać w zastawione pułapki. Jednak mam jedną manię, która jest wynikiem moich wielu lat doświadczeń (zaczynałam na tym polu działać jesienią 2011 roku, gdy wiele z tych osób, które dziś są najbardziej zacietrzewione w walce ze mną, nie wiedziały zapewne co znaczy skrót LGBTQIA {nie LGBT+}). Nigdy niczego nie kasuję, a nawet jak kasuję, to najpierw zapisuję u siebie na dysku. Całkiem niedawno właśnie w ten sposób zdemaskowałam jedną z prób pomówienia mnie. Mam taką bardzo naiwną cechę: wierzę w dobro drugiego człowieka. Zwłaszcza teraz, gdy wiara w Boga jest dla mnie tak ważna, mam tej wiary w dobro jeszcze więcej, dlatego z chęcią bym sobie dała spokój. Jednak te kilka lat nauczyło mnie jeszcze jednego…

…bezwzględnej walki o swoje dobre imię i o to, co uważam za ważne i słuszne. Dlatego nie będę miała skrupułów i nie ja się będę martwiła skutkami. Tak, jak już kilka razy mówiłam, nikt tego nie wygra, ale ja o swoje dobre imię będę walczyła. I nie będę przebierała w środkach.

Kurcze, nie rozumiem, może ktoś mi to wytłumaczy, jak ludzie, którzy na ustach mają walkę z dyskryminacją, walkę o równość i poszanowanie praw drugiego człowieka, mają kompletnie za nic to, co przeszłam w swoim życiu. Jakie trudności musiałam pokonać. Gdyby to spotkało mnie ze strony osób z przeciwnej strony barykady, byłabym to w stanie zrozumieć. Jednak nie, mimo, że nie ukrywam się, nie przemykam chyłkiem, postawiłam na pełna otwartość i całkowicie podniesiona przyłbicę, tamta strona daje mi spokój. Zresztą po co miałaby się trudnić, skoro może mnie zniszczyć rękoma swoich przeciwników. I to chyba jest w tym wszystkim najbardziej przykre. Po co nam skrajna prawica, jak nie musi palcem kiwnąć, byśmy sami siebie wykończyli…

Opublikowano moja tranzycja | Skomentuj

Oddaję Bogu…

Od dwóch dni byłam bardzo wzburzona sytuacją, jaka się wydarzyła. Boli mnie ta skala perfidii i nienawiści, jakiej doświadczyłam. Zabolała mnie obojętność tak wielu, na któtych jakąkolwiek reakcję liczyłam.

Wczoraj zadzwoniła do mnie Ania. Rozmawiałyśmy i zasiała mi w duszy ziarno, które zaczęło kiełkować. „Oddaj Bogu, panu Jezusowi to, co Cię boli. Pomyśl, że dzieje się to dlatego, byś inaczej być może spojrzała na to, co dzieje się w Twoim życiu.”

Rozumiałam co do mnie mówi, bo w ostatnim czasie temat wybaczenia, prawdziwego, a nie na pokaz, zmiany priorytetów, zmiany postrzegania tego, co się dzieje wokół mnie, pytanie o sens pewnych kontaktów, pojawiały się często. Wiele z tego, co słyszałam, co sama zaczynałam mówić, padało na podatny grunt w mojej duszy.

Dziś poszłam na mszę. Wspominaliśmy męczennika Św. Floriana. Podczas medytacji po mszy nagle gdzieś w oddali zagrała trąbka. Przeniosłam się w czasie na pogrzeb mojego ojca, gdzie głos trąbki był zaskoczeniem, gdyż był niespodziewanym prezentem. Nawet nie przypuszczałam, że ten dźwięk tak wrył mi się w pamięć i wywoła dziś takie skojarzenia. Po co truć sobie życie? Po to, by na końcu stwierdzić, że to było totalnie bezsensowne?

Podczas Homilii nagle poczułam to, bardzo wyraźnie. Spłynął na mnie spokój. Nagle uzmysłowiłam sobie, że nie ma we mnie gniewu, nie ma chęci odwetu. Mogłam powiedzieć zupełnie szczerze Karolino Lemur Niedźwiecka wybaczam Ci. Wybaczam Tobie i wszystkim pozostałym osobom zaangażowanym w tą nagonkę na moją osobę. Wiem, że prawda zwycięży, a skoro Bóg mnie tak doświadcza, robi to po to, bym stała się jeszcze lepsza, poprzez doświadczanie uczę się pokory i zaczynam coraz lepiej rozumieć, jaki świat mnie otacza i jakie miejsce w tym świecie jest dla mnie przeznaczone.

Ania mi opowiadała, co przeżyła ponad 4 lata temu, gdy zawierzyła Bogu. Ja teraz przeżywam to samo co wtedy Ona. W wielu kwestiach dotyczących wiary różnimy się, ale powiedziała, że upomni mnie, bo uważa, że tak powinna zrobić, ale pozostawia mi prawo wyboru. Już niedługo spotkamy się. Widziałyśmy się ostatni raz kilka lat temu, obie wtedy byłyśmy w kompletnie innych światach. Ale nie obawiam się naszego spotkania. Bo Ania jest tą, która nauczyła mnie słuchać. I jest jedną z nielicznych, a przez długi czas jedyną, której słuchałam, której rady nawet, jak nie stosowałam, analizowałam i zawsze sobie ceniłam.

Dzisiaj podczas mszy poczułam tak mocno, że mam to wszystko złożyć na ręce pana Jezusa, że po prostu to zrobiłam i od razu poczułam spokój.

Procedury, które uruchomiłam, pozostaną uruchomione, bo nadal uważam, że powinnam to zrobić. Gdyby oszczerstwa dotyczyły tylko mojej osoby, w tej chwili bym odpuściła, wierząc, że moje postępowanie i to, kim jestem, obroni się samo. Biorąc jednak pod uwagę, że cała ta sytuacja wpływa pośrednio na osoby, które mi zaufały, i za które czuję się odpowiedzialna oraz może negatywnie wpłynąć na działalność mojej Fundacji, która została założona, by zgodnie z celami statutowymi przeciwdziałać wykluczeniom, będę kontynuowała rozpoczęte działania. Jednak na pewno nie przerodzą się one w formę zemsty na żadnej z osób zaangażowanych w szkalowanie mojej osoby.

Zaufałam Bogu i tego zamierzam nadal się trzymać. Zapewne poskutkuje to także innym doświadczeniem Ani, radykalnym przebudowaniem grona znajomych, co zresztą już się dzieje. Jednak jeszcze nie dojrzałam do tego momentu, by wprowadzić to w życie, choć ten moment jest coraz bliżej. I nie chodzi o to, że ktoś mi wyrządził krzywdę. po prostu zaczynam dostrzegać, jakie kontakty, jacy ludzie są mi bliscy, a jacy już nie.

 

Opublikowano przemyślenia | Skomentuj

„Komentarz” do tej historii:


http://tranzycja.blog.pl/2017/05/03/na-ostrzu-noza/

 

18289880_1527765597274253_951244051_o

Właściwie nie powinnam się odnosić do takiej formy wypowiedzi, ale wyjaśnię tylko jedno „nieporozumienie”. Opisana sprawa nie dotyczy grupy wsparcia dla osób trans, gdyż nikt z osób tutaj wspomnianych nigdy na niej nie był, nie brał udziału w jej zajęciach.

Mam dowody na to, że cała sytuacja została ukartowana i zaaranżowana, by mnie zdyskredytować. Wiem, z kim rozmawiałam, wiem o kim, mam zapis mailowy rozmów. gdy zajdzie taka potrzeba, przedstawię dowody w sprawie.

 

Opublikowano ogłoszenia | 2 komentarzy

Na ostrzu noża

Wszystko zaczęło się jeszcze w listopadzie zeszłego roku. Cały czas miałam jednak nadzieję, że uda się wypracować coś, co zadowoli obie strony. Jednak przeszłam w życiu zbyt wiele, bym mogła pozwolić na to, by całkowicie podporządkować się woli innych. Nie udało się to mojej byłej żonie, z którą przeżyłam ponad 20 lat, więc jak osoby, które miały ze mną do czynienia przez kilka miesięcy, mogły osiągnąć to, czego nie udało się mojej żonie? Jak mogły mnie sobie zupełnie podporządkować? Nie mogły, gdyż ja, gdy sytuacja mnie do tego zmusza, nie obawiam się konsekwencji swoich czynów, nie obawiam się radykalnych posunięć. I nie obawiam się stawiać wszystkiego na ostrzu noża.
I postawiłam. Ponownie.
Najpierw informacja Fundacji Trans-Fuzja o zmianach w funkcjonowaniu naszej poznańskiej grupy wsparcia, której, wypada to tutaj podkreślić, byłam inicjatorką i współzałożycielką:
Od maja nasza grupa wsparcia w Poznaniu zmienia swój status oraz miejsce spotkań. Na najbliższe spotkanie samopomocowej grupy wsparciowej zapraszamy w najbliższy piątek 5 maja o godz. 19.00 do siedziby szkoły tańca One Dance Studio przy ul. Garbary 64.
Ze wzgledu na to, że poznańskie Stowarzyszenie Grupa Stonewall zerwało współpracę z Fundacją Trans-Fuzja, zmuszeni zostaliśmy do zmian organizacyjnych i lokalowych w dalszym prowadzeniu naszej poznańskiej grupy wsparcia. Tymczasowo będzie ona kontynuowała działalność w nowym miejscu jako samopomocowa grupa wsparciowa. Grupę prowadzi nowo powstała Fundacja Akceptacja w porozumieniu z Fundacją Trans-Fuzja.

W odpowiedzi na tą informację pojawiło się oświadczenie Stowarzyszenia Grupa Stonewall z dnia 02.05.2017
Drogie Osoby,

w związku z ogłoszeniem zamieszczonym na stronie Fundacja Trans-Fuzja (link poniżej) czujemy się w obowiązku uzupełnić zawarte w nim informacje.

Decyzja o zakończeniu działania grupy wsparcia dla osób transpłciowych w dotychczasowym kształcie była podyktowana poważnymi zastrzeżeniami co do kompetencji i sposobu działania wolontariuszki fundacji Trans-Fuzja, która została oddelegowana do współprowadzenia spotkań grupy, a także brakiem porozumienia co do zakresu i zasad współpracy oraz podziału kompetencji między Fundacją Trans-Fuzja i Stowarzyszeniem Grupa Stonewall.

Powyższe zastrzeżenia w naszej ocenie uniemożliwiają realizację najważniejszego celu grupy, czyli udzielania profesjonalnego i opartego o zasady etyki zawodu psychologa wsparcia osobom transpłciowym. Wobec tego podjęliśmy i podjęłyśmy decyzję o rozwiązaniu współpracy z Fundacją Trans-Fuzja w zakresie prowadzenia poznańskiej grupy wsparcia dla osób transpłciowych.

Jednocześnie, mając na uwadze przede wszystkim dobro poznańskiej społeczności osób transpłciowych, podjęliśmy decyzję o powołaniu grupy wsparcia KOKON. Będzie ona prowadzona wyłącznie przez psychologów i w naszej ocenie zapewni profesjonalną i bezpieczną pomoc uczestniczącym w niej osobom.

Jednocześnie podkreślamy, że jesteśmy pełni i pełne uznania dla zasług Fundacji Trans-Fuzja na polu działania na rzecz społeczności osób transpłciowych w Polsce. Deklarujemy pełne wsparcie dla jej działań i gotowość do nawiązywania współpracy w przyszłości.

Pozdrawiamy,
Zarząd Stowarzyszenia Grupa Stonewall
href=”http://transfuzja.org/pl/artykuly/zapowiedzi_trans/2017_05_05_poznan_spotkanie_samopomocowej_grupy_wsparciowej.htm” 

W odpowiedzi na to oświadczenie wystosowałam własne:

W grudniu stałam się obiektem ataku personalnego, o czym powiadomiłam Zarząd mojej rodzimej organizacji, czyli Fundacji Trans-Fuzja. Po spotkaniu zarządów obu organizacji, dostałam zapewnienie, że zostaną wyjaśnione wszystkie nieporozumienia pomiędzy moją osobą, a Zarządem Grupy Stonewall. Pod wpływem takiej decyzji zgodziłam się, mimo chęci rezygnacji już wtedy z dalszej współpracy z Grupą Stonewall, na dalsze współprowadzenie grupy wsparcia dla osób trans na dotychczasowych zasadach. Niestety, mimo kilkukrotnego zwracania się do Zarządu GS w osobie Prezesa Arka Kluka o przeprowadzenie rozmów, nie zostało nic wyjaśnione, natomiast cały czas wokół mojej osoby narastał konflikt, który doprowadził mnie do decyzji rezygnacji z prowadzenia grupy we współpracy z Grupą Stonewall. Mimo to zostałam pomówiona i wystosowano oficjalne pismo w mojej sprawie do zarządu Fundacji Trans-Fuzja. Z informacji przeze mnie uzyskanych mam podstawy uważać, że stałam się ofiarą prowokacji mającej na celu zdyskredytowanie mojej osoby. Biorąc to wszystko pod uwagę, oraz uwzględniając różne inne sytuacje, jakie stały się moim udziałem w okresie od listopada zeszłego roku, uznaję, że w rażący sposób zostały naruszone moje dobra osobiste i rozpatruję wszczęcie kroków prawnych przeciwko osobom, które je naruszyły. O całej sprawie poinformowałam już Rzeczniczkę Przeciwdziałania Wykluczeniom Przy Prezydencie Miasta Poznania, panią Martę Mazurek. Rozważam też zgłoszenie sprawy do Rzecznika Praw Obywatelskich. Ze swojej strony złożę też oficjalne zawiadomienie, w którym opiszę dokładnie przebieg wszystkich sytuacji, w jakich brałam udział i które mają wpływ na ocenę, jaką wystawił mi Zarząd Stowarzyszenia Grupa Stonewall oraz postępowanie zaangażowanych w te działania osób do Fundacji Trans-Fuzja, której jestem wolontariuszką. Na swoją renomę pracuję od lat. Obecnie jestem prezesem nowo powstałej Fundacji Akceptacja, która będzie pracowała z wieloma grupami społecznymi, dlatego nie pozwolę na dyskredytowanie mojej osoby. Jeżeli uznam za celowe, złożę też doniesienie do Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka.
Z poważaniem
Anna Maria Szymkowiak (Lukrecja Kowalska)
do wiadomości Edyta Baker Laura Filipczak Krystyna Wasiak Marta Mazurek

Zarząd Fundacji Trans-Fuzja także odniósł się do oświadczenia Stowarzyszenia Grupa Stonewall:

W związku z opublikowaniem na fanpage’u na Facebooku oświadczenia poznańskiego Stowarzyszenia Grupa Stonewall dotyczącego zerwania współpracy z Fundacją Trans-Fuzja w sprawie prowadzenia grupy wsparcia dla osób transpłciowych w Poznaniu, zmuszeni jesteśmy do wydania poniższego oświadczenia.
Decyzja o zerwaniu współpracy z Fundacją Trans-Fuzja (dalej: TF) w sprawie prowadzenia grupy wsparcia dla osób transpłciowych została podjęta jednostronnie przez zarząd Stowarzyszenia Grupa Stonewall (dalej: GS), mimo wcześniejszych zapewnień o chęci współpracy.
Zarząd GS nie jest instancją władną oceniać kompetencje wolontaiuszy TF. Szczególnie w sytuacji głębokiego konfliktu personalnego pomiędzy zarządem i kadrą GS a wolontariuszką TF współprowadzącą poznańską grupę wsparcia dla osób transpłciowych. Pragniemy podkreślić, że konflikt ten był długotrwały i pomimo podjęcia w grudniu 2016 r. mediacji przez zarząd TF, zarząd GS nie uczynił nic, by go wygasić, a wprost przeciwnie: doprowadził do eskalacji, której efektem jest sytuacja obecna.
Jednocześnie nadmieniamy, że ze strony naszych beneficjentów, tj. osób uczęszczających na spotkania poznańskiej grupy wsparcia dla osób transpłciowych, nigdy nie wpłynęła żadna skarga na postępowanie naszej wolontariuszki współprowadzącej grupę. Jedyną skargę, jaka wpłynęła do TF, sporządziła osoba z kadry GS na podstawie doniesienia drugiej osoby z kadry GS dotyczącego wydarzenia nie mającego żadnego związku z działalnością poznańskiej grupy wsparcia dla osób transpłciowych.
TF nie widzi żadnych powodów, by traktować taką skargę inaczej, jak celowe działanie mające na celu zdyskredytowanie w naszych oczach naszej wolontariuszki.
TF przyznaje głęboką rację GS co do faktu braku porozumienia w sprawie zakresu i zasad współpracy oraz podziału kompetencji między TF a GS. Odnosząc się to tego faktu, GS zapomniała jednak napisać, że propozycje zasad współpracy i podziału kompetencji TF przesłała GS 16 stycznia. Zarząd GS nie znalazł przez ponad trzy miesiące czasu, by się do tych propozycji ustosunkować lub wystąpić z własnymi. Pretensję o brak takich porozumień i uzgodnień może więc zarząd GS mieć wyłącznie do siebie, nie powinień zaś nim tłumaczyć zerwania współpracy z TF.
GS myli się twierdząc, że zatrzeżenia wobec naszej wolontariuszki „uniemożliwiają realizację najważniejszego celu grupy, czyli udzielania profesjonalnego i opartego o zasady etyki zawodu psychologa wsparcia osobom transpłciowym”. Grupy wsparcia dla osób transpłciowych działające pod auspicjami TF pracują według przyjętych przez organizację standardów, a nie według zasad etyki zawodu psychologa. „Grupa wsparcia” to nie to samo, co „psycholog”. Zasady etyki zawodu psychologa obowiązują w tym przypadku psychologa współprowadzącego grupę (rekomendowanego przez GS), ale nie naszą wolontariuszkę, która psychologiem nie jest i nie ma żadnych powodów, by miała się kierować zasadami etyki zawodu, którego nie uprawia.
Podkreślamy, że napięta sytuacja pomiędzy zarządem i kadrą GS a naszą wolontariuszką była nam znana od kilku miesięcy. Zakończyła się ona świadomą rezygnacją naszej wolontariuszki z dalszej współpracy z GS i tym samym ze współprowadzenia poznańskiej grupy wsparcia. W naszej ocenie, rozwiązywało to problem, a TF wyraziła chęć dalszego prowadzenia poznańskiej grupy we współpracy z GS. Wtedy właśnie otrzymaliśmy maila z informacją o rezygnacji przez GS z dalszej współpracy z nami. Motywacje rozwiązania przez GS współpracy z TF trudno uznać za szczere, jeśli okoliczności, o których pisze GS, przestały istnieć. Czujemy się potraktowani wbrew zasadom partnerstwa i dobrym praktykom przyjętym we współpracy organizacji pozarządowych. Tym samym wyrazy uznania wobec naszej organizacji, wyrażone w oświadczeniu GS, uznajemy wyłącznie za dyplomatyczną kurtuazję bez pokrycia w postępowaniu poznańskiego stowarzyszenia wobec naszej organizacji.
Zarząd Fundacji Trans-Fuzja

Nie wiem, jakie kroki podejmę w tej sprawie. Na chwilę obecną złożyłam oficjalne zawiadomienie na ręce Rzeczniczki Do Spraw Przeciwdziałaniu Dyskryminacji Przy Prezydencie Miasta Poznania, Pani Marty Mazurek. Będę na pewno rozmawiała o tym z Zarządem Fundacji Trans-Fuzja i odbędę konsultację z doradcą prawnym.

O wynikach na pewno poinformuję.

Tak niedawno pisałam i mówiłam, że najwięcej złego, najwięcej hejtu i transfobii spotkało mnie ze strony środowiska LGBT. Oczywiście nie całego, ale to z niego wyszło najgorsze, co mnie spotkało. I teraz mam tego kolejne potwierdzenie. Na szczęście są w naszym środowisku także organizacje i osoby, które nie pozostają obojętne na takie sytuacje.

Poza wyrazami wsparcia ze strony Trans-Fuzji podobne zapewnienie dostałam ze strony Kampanii Przeciw Homofobii.

Hejtowi mówię STOP!

 

Opublikowano przemyślenia | Skomentuj

Wstęp, a może zakończenie? Czyli kilka słów o kolejnej książce.

Wielokrotnie w trakcie procesu, gdy wdawałam się w dyskusje o jego przebiegu, spotykałam się z zarzutami, że propaguję metody niegodne z tym, do czego powinniśmy dążyć. Że chwalę metody, które są przestarzałe, kontrowersyjne, nieodpowiadające standardom, do jakich powinno się dążyć.

Ok, zgadzam się, że proces ten wymaga zmian. I sama bardzo często w różnych rozmowach to podkreślam. Zgadzam się, że wiele aspektów powinno wyglądać inaczej. Sama kiedyś w faktach TVN powiedziałam, że test realnego życia to okrutny survival. Ale…

Właśnie to ale.

Ja w swoich działaniach postanowiłam skupiać się na pomocy tu i teraz. I takie przesłanie towarzyszy powstaniu tej książki i zapisu mojego procesu tranzycji.

Przeszłam go w całości w taki a nie inny sposób. Wiem, czego chciałam dzięki niemu się dowiedzieć, czego uniknąć, gdzie dotrzeć. I przede wszystkim zrobić to tu i teraz (zaczynałam w kwietniu 2015 roku). Gdy ktoś mnie zapyta, jak powinien to zrobić dzisiaj, w tej rzeczywistości, w jakiej żyjemy, powiem mu, że w taki sposób, niedoskonały, być może nawet łamiący pewne standardy, które już w pewnym stopniu funkcjonują, można osiągnąć zamierzony efekt.

Jestem kobietą po przejściach. Mam rodzinę (byłą żonę, syna, siostrę i Jej rodzinę), miałam rodziców, mam dalszą rodzinę i nie tylko, że nie uważałam, że pytania ich dotyczące w trakcie diagnozy były czymś nie na miejscu, lecz wręcz dążyłam do nich, bo dla mnie proces tranzycji to nie „ja” tylko „my”. Dotyczy on wszystkich moich bliskich. I od razu podkreślam, dla mnie było to dobre i wskazane i wiem, że pomogło nie tylko mnie, ale pośrednio także moim bliskim, gdyż byłam w stanie lepiej ten cały proces przeprowadzić z ich „udziałem”. Dlatego, gdy ktoś mnie zapyta, czy proces tranzycji dotyczy tylko „mnie” czy dotyczy „nas”, odpowiem, że „nas” i powinno się to uwzględnić w diagnostyce. Co oczywiście nie znaczy, że każdy ma się do tej rady stosować.

Tak samo moja seksualność. Podejście do tego zagadnienia w odniesieniu do tego, że zmieniam cały swój świat, zmieniam postrzeganie siebie, jest jak najbardziej na miejscu. Tutaj też rozmowy na ten temat bardzo mi pomogły, więc też uważam, że są wskazane i mogą pomóc.

Jednak powtórzę, to moje doświadczenia tak mi każą mówić, co nie znaczy, że każdy ma się do nich stosować. Tak samo, gdy polecam diagnostów to nie dlatego, że uważam, że są najlepsi w branży, ale dlatego, że ja jestem zadowolona z ich pracy. Nie oceniam ich metod a skutek. Gdyż tak właśnie widzę ten problem w odniesieniu do konkretnej osoby, która tu i teraz chce przejść proces. Najważniejszy jest efekt, i to nie tylko pozytywny przebieg rozprawy, ale „ja” w otaczającym mnie najbliższym świecie (rodzina, przyjaciele, praca, sąsiedzi).

Z tego samego powodu uważam, że ten wyklęty wręcz test realnego życia, który i moim zdaniem jest pomyłką, ma jednak swoją wartość. W rzeczywistości, w jakiej obecnie żyjemy, jestem przekonana, że tylko sprawdzenie siebie w takim teście może dać odpowiedź, czy podołam, czy to, że widzę w sobie kobietę/mężczyznę jest na tyle silne, że będę w stanie, dzień za dniem, być może do końca życia, mierzyć się z różnymi problemami i wyzwaniami, wielkimi, dotyczącymi ważnych spraw, ale i prozaicznymi sytuacjami życia codziennego (jeden, bardzo kuriozalny, ale dobrze pokazujący to, o czym piszę, przykład: w moim wieku zarost jest bardzo widoczny. Nie stać mnie na laserowe zabiegi usunięcia go, więc codziennie rano, czy chcę, czy nie, muszę zrobić makijaż. Poza tym, muszę myśleć o tym, że wieczorem będzie już ponownie widoczny. Mieszkam na osiedlu. Niekiedy zdarza się, że mam dzień lenistwa, gdy nie muszę wyjść z domu, ale nagle okaże się, że muszę, chociażby w tak prozaicznej sprawie, jak wyniesienie śmieci, bo coś się stało i nie mogą poczekać do następnego dnia. Wtedy, by wyjść na kilka minut na dwór i przejść 100m do osiedlowego śmietnika, muszę zrobić pełny makijaż, który zajmuje mi z goleniem prawie godzinę).

Takich „drobiazgów” mam w życiu dostatek. Albo to, że mijam jakąś parę i słyszę: „tej, to był facet”. I głośny śmiech. Nie wystarczy przejść pełnej diagnozy i procesu sądowego, by świat nagle zaczął patrzeć na ciebie inaczej, zwłaszcza, gdy już nie masz „naście” albo dwadzieścia parę lat.

Ja mogę powiedzieć, że nie mam problemu, bo nawet takie teksty, jak wspomniany wyżej, mnie śmieszą (choć zawsze trochę bolą i irytują, i tak chyba już zostanie), ale wiem, że ten stan osiągnęłam dzięki temu, zwał jak zwał, testowi. Fakt, że ja go nie robiłam bo miałam takie zalecenie, ale był wymogiem mojej mojego lekarza prowadzącego, więc i tak bym mu się poddała. Ja go robiłam, bo chciałam, bo uważałam, że skoro jestem kobietą, to chcę żyć jak kobieta, i muszę to sprawdzić, zanim podejmę radykalne kroki. Dlatego, gdy okazało się, że mam się poddać operacji, nie miałam wątpliwości. Mogłam się skupić tylko na tym, w jaki sposób i za co ja przeprowadzić, a nie, czy tej nieodwracalnej zmiany nie będę potem żałowała.

Można oczywiście dyskutować o zasadności wymagania testu realnego życia w ramach samego procesu. Tutaj oczywiście jestem zgodna, że jego przeprowadzenie powinno być decyzją samej osoby diagnozowanej, jednak też uważam, że diagnosta powinien, nawet, jak by go nie wymagał, wyjaśnić, dlaczego warto byłoby się mu poddać. Tak, jak rozumiem tych, co mówią, że to łamanie praw człowieka, tak samo rozumiem tych, którzy mają swoim nazwiskiem podpisać się pod decyzją, która zmieni życie innego człowieka. Zmieni bardzo radykalnie.

Zapewne to, co teraz napiszę, sprowadzi na moją głowę kolejne gromy, ale jak próbuję sobie siebie wyobrazić, że diagnozuję osobę, której mam wystawić opinię dla seksuologa potrzebną do pozwu sądowego, nie umiem sobie wyobrazić, że mogłabym cokolwiek zlekceważyć. Tak łatwo mówić, jak coś powinno wyglądać, jak nie trzeba podjąć decyzji w odniesieniu do konkretnej osoby, która w pełni ufa naszej ocenie. I brałabym też pod uwagę sytuację, w jakiej osoba diagnozowana się znajduje, bo zwłaszcza w obecnych czasach ma to ogromne znaczenie.

Zawsze będę w rozmowach dotyczących procedur podkreślała konieczność ujęcia ich w sformalizowane ramy i uproszczenia ich. Jednak w konkretnym przypadku osobie, która mnie zapyta, co i jak ma zrobić, powiem, jaki scenariusza ma przyjąć, by osiągnąć zamierzony cel w najlepszy możliwy sposób.

Poruszę jeszcze jeden problem. Dzieci. Nie będę ukrywała, że mając niepełnoletnie dzieci, podejmując proces tranzycji z prawną korektą, utraci się prawa rodzicielskie. Uważam to za barbarzyńskie, tak samo, jak zmuszanie do rozwodu. Ale tak jest obecnie i oczywiście, gdy ktoś będzie chciał walczyć, to oczywiście może, i chwała mu za to. Ale powiem też, że decydując się na pełną korektę musi liczyć się z tym, że te prawa utraci. Gdyż właśnie tak postrzegam informowanie konkretnej osoby. Przedstawienie wszystkich aspektów, wskazanie zagrożeń, pokazanie sposobu realizacji. I próbę znalezienia najlepszego rozwiązania. A nie zmienianie systemu, bo nie każdy chce i ma siłę, by ten system zmieniać. Jak chce przejść proces skutecznie, to ma do tego prawo i ja tą książką jeden z takich skutecznych sposobów chcę pokazać.

Cały czas wierzę, że doczekam czasów, gdy nie będzie trzeba dokonywać tak bolesnych wyborów podejmując decyzję prawnej korekty płci, ale dopóki mamy taką sytuację, jaką mamy, zawsze będę stawiała na pierwszym planie skuteczność, efekt, a nie metodę diagnostyczną.

Miałam dobre relacje z mamą, spojrzałam inaczej na ojca, gdy opiekowałam się nim w ostatnich miesiącach jego życia, a on do mnie mówił „waćpani”. Mam bardzo dobre relacje z siostrą i Jej rodziną. Mam dobre relacje z synem. Mam dobre, a nawet nie bałabym się powiedzieć, bardzo dobre relacje z ludźmi z przeróżnych grup społecznych i środowisk. Wierzę w Boga i głośno o tym mówię. W czerwcu zostanę Akolitką, chyba pierwszą trans kobietą w tej roli w Polsce. Mam bardzo złe doświadczenia ze środowiskiem LGBT, praktycznie w chwili obecnej to jedyne złe relacje, jakie są moim udziałem.

Wszystko to, także ten ostatni punkt (czego akurat nie żałuję i nie uważam za porażkę), są wynikiem tego, w jaki sposób przeszłam proces tranzycji, proces odkrywania siebie.

I właśnie o tym opowiem w przygotowywanej już do druku kolejnej książce: „Ostatni rozdział?”, która pojawi się jesienią tego roku.

Opublikowano przemyślenia | Skomentuj

„Skazana” na sukces

Takie dosyć przewrotne stwierdzenie, ale wcale nie takie nieuzasadnione.

Mimo tego, że ostatnio jakiś cymbał prychał (lub jakoś tak, nie wiem, jak to określić) mijając mnie na przejściu. Albo te krzyki z rusztowania. To i tak doświadczam tyle pozytywnych reakcji, że właściwie to się tylko z politowaniem śmieję z tych prób.

Starsze pokolenie, które wydawać by się mogło, że wychowane w innych czasach i według innych wzorców, będzie miało większy problem z kimś takim jak ja, mogłoby być przykładem taktu i empatii dla wielu młodych, także tych, którzy zwłaszcza ostatnio mnie bolą. Albo inaczej, boleli, bo już przestali. Wiem, że po mnie widać i wiem, ze to się nie zmieni, a jednak…Starszy pan otwiera przede mną drzwi. Z grupą przybyłych seniorów na taneczne spotkanie rozmawiamy zupełnie swobodnie. Pani przeprasza mnie, że się przejęzyczyła, bo mam męski głos, który Ją zmylił! Czy można piękniej pokazać akceptację dla inności drugiego człowieka? Inna pani pisze na fb, że jestem po prostu wspaniałym człowiekiem. Inna pani bez skrępowania korzysta z moich rad w zakresie tańca towarzyskiego. Ani przez chwilę nie czułam się dyskryminowana w jakikolwiek sposób.

Szkoła tańca. Prowadzi ją gej. Na moje pytanie, czy mogę chodzić na zajęcia taneczne, konsternacja. Nie da się, chyba, że jakieś zajęcia indywidualne. A ja chcę tańczyć z ludźmi, w grupie. Sama to sobie w domu mogę. Inna szkoła. Zaprzyjaźniamy się. Zaczynamy robić razem coraz to nowe projekty. Nie ma nic przeciwko temu, kim jestem. Mogę uczyć tańczyć, mogę uczyć się tańczyć. Omawiamy plany. Pomagamy sobie wzajemnie…Dwie szkoły, dwa bieguny.

Burza z jednym postem. Ciekawa jestem burzy, jaką wywoła kolejna okazja, jaka już niedługo będzie, bo nie omieszkam się tym pochwalić. Poprosiłam Tomka, by sformalizował moją posługę. Już niedługo, po szkoleniu zostanę pełnoprawną Akolitką. Kto wie, czy nie pierwszą trans kobietą pełniącą tą formę posługi oficjalnie nie tylko w Polsce, ale i w Europie. To się już niedługo stanie faktem.

Telefon: „Ania, Ty jesteś wzorem dla pozostałych Innowatorów. Dziś wskazałam Ciebie jako przykład skuteczności i tempa realizacji”(mentor w ramach projektu Innowacji).

Rozmowa: „Kasia miała rację. Łapiesz w locie, analizujesz i od razu wchodzisz w temat. Świetnie się z Tobą pracuje” (doradca budżetowy w ramach projektu Innowacji).

Wypowiedź: „To niezwykłe. Cały czas pod górkę, a tu nagle dwie osoby chcą mi pomóc i robią to w bardzo konkretny sposób” (wypowiedź podczas konsultacji psychologicznej).

To wszystko dzieje się cały czas. Coraz częściej łapię się na tym, że muszę sobie przypominać, kim jestem, bo moi rozmówcy, nawet, jak poruszamy temat transseksualizmu, dają mi odczuć tak wielką empatie i zrozumienie, a jednocześnie tak niezwykłą NORMALNOŚĆ, że coraz częściej czytając wypowiedzi innych osób transpłciowych na różnych forach zaczynam się zastanawiać, czy my mieszkamy w tej samej rzeczywistości…

Jakoś nie widzę innego wyjścia jak tylko to, że jestem „skazana” na sukces.

Dziękuję Wam wszystkim, dzięki którym na ten sukces jestem „skazana”. Jest Was tak wielu, że nocy by mi pewnie zabrakło na wymienienie Was. Ale wiem, że Wy wiecie, że to o Was chodzi. Jednak, gdybym sobie trud wymienienia Was zadała, pewnie…lista ta by zaskoczyła wielu…

I jeszcze taka myśl na koniec. Fajnie jest uświadomić sobie, że na wyciągniecie ręki są takie talenty jak brylanty, trzeba tylko po nie sięgnąć. Jakoś tak ostatnio stwierdzam, że potrafię je dostrzegać…

Opublikowano przemyślenia | Skomentuj

Wyznanie Wiary

17973663_1235875359844887_7436572770851269260_oZdjęcie, które wywołało dyskusję. A właściwie zdjęcie i podpis „Alleluja. Chrystus zmartwychwstał”.

Wierzę w to, że Chrystus zmartwychwstał. Wierzę, że jest obecny w moim życiu. Czy mam się tego wstydzić? Czy nie mam o tym mówić?

Zdjęcie z podpisem „Alleluja. Chrystus zmartwychwstał” zamieściłam na facebooku, na mojej tablicy. I wywołało to dyskusję. Sprowokowało co niektórych, do tego, że wyśmiali to, że wierzę w Chrystusa i w to, że zmartwychwstał. Nie rozumiem tego zacietrzewienia, ale nawet nie próbuję. Sama nie narzucam nikomu niczego. I od dłuższego już czasu nie krytykuję, nie śmieję się, nie wypominam komuś tego, że ma swoje wizje, swoje zdanie, swoje postrzeganie rzeczywistości. Natomiast swojego postrzegania siebie, tego, co w moim życiu ważne, nie zamierzam ukrywać. Analizując wywołaną dyskusję, doszłam do wniosku, że zdaniem co niektórych, moim obowiązkiem jest takie pisanie o sobie, żeby nie urazić innych, a skoro piszę, to mam być przygotowana na reakcje. Tylko wtedy po co te osoby określają się jako moi znajomi, skoro nie potrafią uszanować tego, co jest dla mnie ważne. Mam na facebooku wielu znajomych. Są tam osoby wierzące różnych wyznań, osoby wierzące w aury, osoby widzące, osoby słyszące, osoby agnostyczne, osoby ateistyczne, osoby negujące, osoby szukające…I co? Mam tak się pilnować, by nikogo nie urazić swoim wyznaniem? Musiałabym przestać pisać cokolwiek.

Jednak zdecydowanie więcej było pozytywnych komentarzy. I to jest właśnie jeden z powodów, dla którego piszę i wrzucam różne treści na swoim profilu. Gdy ja szukałam odpowiedzi, czytałam wypowiedzi innych, moich znajomych zazwyczaj, którzy poruszali interesujący mnie temat, poruszali to, co mnie uwierało lub powodowało, że czuję potrzebę zgłębiania. I bardzo mi te wpisy pomagały. Nawet nie zawsze dawałam w jakikolwiek sposób znać, że czytałam te wpisy. A już na pewno nie przyszłoby mi do głowy wyśmiać, wykpić…Dzięki tym wpisom uczę się czegoś o innych, uczę się czegoś o sobie…

Wracając do dyskusji pod zdjęciem, nie, nie zamierzam ani usuwać ze znajomych, ani blokować możliwości wypowiedzi, ani usuwać komentarzy. Każdy jest odpowiedzialny za to, co pisze. Ja, pisząc ten tekst, dając wyraz swojej Wierze w to, że Chrystus zmartwychwstał, piszę prawdę o sobie. Wierzę w to i uważam, że mam prawo o tym napisać. Nikt mi tego prawa nie odbierze. Natomiast osoba, która nie może powstrzymać się od wykpienia tego, co napisałam, moim zdaniem, wystawia opinię sama sobie. Także to, jak środowisko LGBT reaguje na osoby wierzące stało się jedną z przyczyn, dla których nie określam się już jako aktywistka tego ruchu.

17880666_10156037938653135_114613077939195151_oJednym z efektów tej dyskusji, jaka się wywiązała pod moim zdjęciem, jest decyzja, że zajmę się tematem mojej wiary jeszcze dogłębniej. Napiszę o tym książkę. Z szykowanej obecnie książki usunęłam tematy związane z odkrywaniem przeze mnie Boga i postanowiłam je rozwinąć w osobnym projekcie. Teraz, gdy w albie jako Akolitka służę do mszy, gdy nawet kilka razy w tygodniu biorę udział w Eucharystii i innych nabożeństwach, gdy zdarza mi się nawet odczuwać wręcz ekstazę w związku z obcowaniem z tajemnicami Wiary, coraz bardziej zaczynam sobie zdawać sprawę, jak silna we mnie jednak była kiedyś Wiara, i jak pusty był czas w moim życiu, gdy byłam daleko od Boga. Przekonuję się teraz, że można prowadzić fajne, ciekawe życie, otaczać się wspaniałymi ludźmi żyjąc we Wspólnocie i dzieląc się oraz budując wzajemnie naszą Wiarę. I uświadamiać o tym, jak wspaniała może być różnorodność. I że można to robić z pełnym empatii poszanowaniem różnych poglądów.

Czuję się w pełni akceptowaną członkinią naszej Wspólnoty, która wnosi coś bardzo cennego do niej i daje cos cennego i wartościowego innym członkom Wspólnoty.

17966984_10154563515307194_531336755554685017_o

Odnalazłam wspaniałą rodzinę. Rodzinę, która wzięła mnie z całym bagażem moich doświadczeń i przyjęła z otwartym sercem.

Dzisiaj ponownie wróciłam w rozmowie z Dobromiłem do tematu, który gdzieś tam tkwi we mnie cały czas. Myślę, że jednego jestem coraz bardziej pewna. Wreszcie odnalazłam adresata swojej miłości. Pokochałam Chrystusa w Trójcy Świętej i ta pewność, która jest we mnie coraz silniej zakorzeniona, przywołuje z przeszłości coraz to nowe wspomnienia. Coraz to nowe ślady pragnień, przemyśleń, wzruszeń. Nie wiem, dokąd mnie zaprowadzi droga, na której jestem. Albo inaczej, wiem, gdzie mnie zaprowadzi, tylko nie wiem, jakie wyzwania na tej drodze przede mną postawi. Do czego zostanę powołana. W jaki sposób ją przejdę. Wiem natomiast, że dla pewnych rzeczy, pewnych ludzi, pewnych sytuacji, pewnych postępowań już na niej miejsca nie ma. I coraz bardziej jestem przekonana, że tego miejsca nie będzie już nigdy.

Już jakiś czas temu zauważyłam, że nie akceptuję półśrodków. Jest albo albo. Angażuję się w coś, co robię, z pełnym zaangażowaniem. I bez oporów dokonuję radykalnych wyborów i podejmuję radykalne decyzje. I przede wszystkim potrafię coraz lepiej wybierać to, co jest ważne, skupiać się na tym i podążać za tym. Taka fajna dziś była Homilia. Idziemy z naszą Wspólnotą na przekór tak wielu. Mam swoje skojarzenia, ale ich jeszcze nie zdradzę, ale widzę w tym, co robię, w tym, co się dzieje dookoła mnie, bardzo głęboki sens. Widzę w tym pewien Plan. I zamierzam w nim brać udział.

Amen.

17861781_10156037941328135_6410052074743277109_n

Opublikowano przemyślenia | 6 komentarzy

Triduum Paschalne

Liturgia Męki Pańskiej

17948494_120332000164122192_1349817087_oPierwszy raz w swoim życiu biorę udział w całym Triduum Paschalnym. Dopiero od pewnego czasu, a dokładnie od zeszłorocznej pamiątki Okupu, którą obchodziłam w chodzieskim Zborze Świadków Jehowy , zaczynałam rozumieć znaczenie tego, co Chrystus dla nas zrobił. Może nawet prędzej, gdy pierwszy raz zobaczyłam „Pasję” Mela Gibsona. Wtedy byłam od Boga daleko, ale to, jak Mel pokazał Mękę Pańską, bardzo do mnie przemówiło. Samo to, ile i w jaki sposób Chrystus doświadczył  tylko dlatego, że pozostał wierny…Od tamtego czasu oglądałam ten film już kilkakrotnie. Ostatni raz w nocy z czwartku na piątek, czyli w czasie, gdy Chrystus został wydany, pojmany i osądzony. Tym razem szczególnie do mnie przemówił, gdyż już od kilku miesięcy jestem bardzo blisko Chrystusa.

Od momentu, gdy poznałam Tomka bliżej, a było to, co dla mnie jest kolejnym znakiem, podczas uroczystości upamiętniającej śmiertelne ofiary transfobii, zaczęło do mnie docierać, że staję oto przed być może ostatnią szansą, by zrobić rozrachunek sumienia z przeszłością, bardzo trudną przeszłością.

Zbierałam się do tego przez wiele miesięcy. Pytałam siebie, czy już, czy zrobić to. I za każdym razem, jak siebie pytałam, wiedziałam, że nie ucieknę od decyzji. Decyzji, która z każdą odpowiedzią, z każdym odroczeniem, stawała się coraz bardziej pewna. Gdy wróciłam do domu po Liturgii Wieczerzy Pańskiej i obejrzałam „Pasję”, uklękłam i płakałam. Chciałam powiedzieć Chrystusowi, że jestem przy Nim, że bardzo mu współczuję. Że bardzo mu dziękuję za to, co zrobił, za to, na co Siebie wydał. Jak za nas cierpiał. W Wielki Czwartek spędziłam sporo czasu w naszej Kaplicy i usłyszałam bardzo fajne słowa. Usłyszałam pochwałę tego, co i w jaki sposób robię. A było to podsumowanie mojej relacji z rozmowy z Anią, rzeczniczką studentów z niepełnosprawnością. Tomek bardzo fajnymi słowami nazwał to co robię i wskazał, dlaczego mam takie fajne relacje z coraz to nowymi ludźmi. Być może i te słowa zapadły mi tak w serce, że były kolejnym impulsem…

Dzisiaj przed Liturgią Tomek wyjaśnił, co mam podczas niej zrobić. I na koniec zaproponował spowiedź. Szykowałam się do niej już od wielu miesięcy i wiedziałam, że będzie to dla mnie bardzo trudna chwila. Tym bardziej, że bardzo Tomka polubiłam, zaprzyjaźniłam się z Nim, a to zawsze ma dwie strony. Z jednej strony łatwiej, ale z drugiej o wiele trudniej…Podjęłam decyzję, usiedliśmy i praktycznie po kilku zdaniach powiedziałam. Poczułam ogromną ulgę, że wreszcie powiedziałam po latach to, co we mnie tkwi tak głęboko. I zostałam zrozumiana. Zostałam rozgrzeszona.

Wspólnie przygotowaliśmy Adorację Krzyża Pańskiego.

17968239_120332000165062714_951771132_oSiedziałam po Liturgii i wpatrywałam się w płonące świece i widziałam przed oczyma obrazy. Dzięki niezwykłej Homilii Przemka, miałam cały czas w uszach słowa Jezusa. I czułam ten błogi stan oczyszczenia, zmazania win. Wyznałam je, a po chwili Chrystus za nie umarł na Krzyżu. Teraz w pełni wreszcie rozumiem, jak ważna jest ta spowiedź w okresie przygotowania paschalnego. I cieszę się, że wreszcie to zrobiłam. Jestem pewna, że musiałam do tego dojrzeć i właśnie ta cudowna Wspólnota mi w tym pomogła. Siedziałam i wpatrywałam się w Krzyż. I mówiłam do Chrystusa, że jestem przy Nim. Czułam, jak ten leżący Krzyż mnie przyciągał. Gdy przy nim uklękłam i położyłam na nim dłoń, poczułam wręcz ekstazę. Zapewne nie jeden powie, autosugestia…Jak takich mam doświadczać autosugestii to nie mam nic przeciwko.

Dzisiaj miałam przed południem spotkanie z moją mentorką w sprawie konkursu Innowacji. Na wstępie okazało się, że nie tak przygotowałam to, co miałam i za bardzo nie mieliśmy nad czym pracować. A kilka godzin później wychodziłam z bardzo zmodyfikowanym pomysłem i konkretnymi planami. Nie tylko na tą, ale nawet na kolejną, czwartą, edycję konkursu. I tak jest na każdym kroku. Co chwilę przekonuję się, że mam bardzo dobre, mentalne wsparcie. Ja nie mam wątpliwości, że nie jest to wszystko tylko moją zasługą. Nie uważam się za tak doskonałą osobę. Wręcz przeciwnie, a jednak wiele mi się udaje i nie boję się powiedzieć, Komu to zawdzięczam.

Przede mną jeszcze Liturgia Wigilii Paschalnej i kolejne nowe wyzwania dla Akolitki. I wiele pracy nad projektami. Ale dzisiaj wieczorem postanowiłam jeszcze przez chwilę być blisko Chrystusa i opowiedzieć Mu o tym, co dzisiaj wieczorem robiłam. Napisać to. Dać świadectwo i podzielić się radością. Radością z dzisiejszej spowiedzi…

wielkanoc_kpr_2017_1-2Wielkanoc to czas otuchy i nadziei.
Czas odradzania się wiary w siłę Chrystusa 
i drugiego człowieka. 
Życzę Wam, aby Święta Wielkanocne 
przyniosły radość oraz wzajemną życzliwość. 
By stały się źródłem wzmacniania ducha. 
Niech Zmartwychwstanie, które niesie odrodzenie,
napełni Was pokojem i wiarą, 
niech da siłę w pokonywaniu trudności 
i pozwoli z ufnością patrzeć w przyszłość…

Anna Maria

Opublikowano przemyślenia | Skomentuj