Trans kobieta na plaży

P1020701

Gdy dwa lata temu kupiłam kostium kąpielowy przystosowany do używania protez, pierwszy raz mogłam jako kobieta pojawić się na plaży. Było to dla mnie niezwykłe przeżycie, ale szybko skupiłam się na tym, co mi sprawiało radość, co odkryłam, czyli kajak, rower wodny i marina Wioli. Przez to bardzo mało miałam możliwości konfrontowania siebie w takim wydaniu z innymi plażowiczami. Już wtedy jednak pojawiły się marzenia, żeby w takiej formie pojawić się na plaży, na morskiej plaży. fakt posiadania kostiumu jednoczęściowego, w dodatku z protezami, powodował, że zdawałam sobie sprawę, z niewygody i niepraktyczności tego rozwiązania w przypadku jednodniowego wypadu pociągiem nad morze. Wtedy odpuściłam. Minęły dwa lata. Wiosną tego roku zrezygnowałam ostatecznie z noszenia protez.

SAMSUNG CAMERA PICTURES

Pod koniec lipca pojawiłam się z przyjaciółkami nad Bałtykiem. Nie miałam ze sobą kostiumu, mimo, że ten jednoczęściowy nadal posiadam, jednak nie zabrałam go. Jednak magnes był zbyt silny. Na szczęście przewidująco miałam mini spódniczkę a mój stanik jest gładki. I tak właśnie zadebiutowałam jako kobieta na nadmorskiej plaży. Kolejne z marzeń zostało zrealizowane. Upajałam się tą chwilą. Wygoda samego stanika, na moim własnym, co prawda niewielkim, ale jednak naturalnym biuście, bardzo mi pomogła w tym swoistym coming-oucie.

P1070101Gdy okazało się, że za tydzień będę ponownie nad morzem, poszłam na polowanie do lumpeksu. Polowanie zakończyło się sukcesem i za niewielką opłatą stałam się posiadaczką dwuczęściowego kostiumu i spódniczki plażowej. Tak wyposażona pojawiłam się ponownie nad Bałtykiem. Jednak tak naprawdę całkowicie poczułam ta wolność, gdy w poniedziałek pojechałam sama na plażę. najpierw, w samym staniku, poszłam oglądać bunkry. Potem przeszłam kilka kilometrów plażą, kąpałam się, cały czas byłam sama, i w kostiumie. I ponownie przekonałam się, że nie miałam się czego bać. I tak naprawdę, wcale się nie bałam. Zauważyłam, że dla większości plażowiczów byłam po prostu jedną z wielu na plaży. natomiast w przypadku bezpośrednich konfrontacji częściej spotykałam się z oznakami sympatii, było też sporo, jak ja to nazywam „znaków zapytania”, bardzo niewiele było reakcji negatywnych, i to raczej tylko w odbiorze, bo nie spotkałam się ani razu z wyraźnym objawem dezaprobaty czy ataków słownych. Ciągle, zwłaszcza przy takich okazjach, mam z tyłu głowy stwierdzenia polityków wszelkiej maści, że nasze społeczeństwo nie jest na nas gotowe. To nie społeczeństwo nie jest na nas gotowe, tylko politycy maja nas…w głębokim poważaniu. Podczas tych dwóch pobytów w Słupsku, Ustce, Darłowie i Darłówku, czy to sama, czy to w towarzystwie Krysi, czy też Moniki i Kingi, czy wreszcie całą czwórką, przekonałam się bardzo mocno, że społeczeństwo jest nie tylko na nas gotowe, ale ma nas po prostu…Byleśmy sobie tylko po stopach nie deptali na plaży, to możemy ze sobą zupełnie normalnie koegzystować.

P1070011

Opublikowano moja tranzycja, przemyślenia | Skomentuj

Opinia biegłego

W dniu dzisiejszym dostałam opinię biegłego. Już wiem, czemu tak długo to trwa. lekarz powiedział, ze zaraz po Wielkanocy napisze opinie i wyśle. Wysłał 20 lipca…

Ale najważniejsze, że już jest, i że w pełni potwierdza pozew. Tak, jak usłyszałam w gabinecie, tak teraz przeczytałam. Ponownie przekonałam się, że sposób, jaki zastosowałam, czyli jak najbogatsza dokumentacja, zadziałał na moją korzyść.

Jeszcze dziś odsyłam moją decyzję, w której zgadzam się z sentencją opinii i czekam na wyznaczenie terminu rozprawy.

Fajnie było przeczytać takie słowa, jakie zostały zawarte w opinii.

Dziś sporo dyskutowałam z Ewą o sposobach diagnostycznych, ale o tym napiszę w mojej książce.

Mam nadzieję, że będę mogła ją wydać jeszcze w tym roku.

Opublikowano moja tranzycja | 2 komentarzy

Być ojcem, który jest kobietą.

19942912_1314440861988336_8019891248852157116_o

Gdy kilka tygodni temu spotkałam się z Mari w sprawie potencjalnego wywiadu, nie wiedziałam, że na naszym rynku wydawniczym jest tak niezwykły magazyn, jak „Fathers”. Gdy spotkałyśmy się klika dni później, by przeprowadzić wywiad, dostałam od Niej jeden z numerów. Bardzo mi się spodobało to, co zobaczyłam.. Wiele razy podkreślałam, ile dla mnie znaczy to, że mogłam zostać ojcem. Jak cennym był dla mnie czas, jaki z nim spędzałam. Wiele razy, także w moich książkach, poruszałam ten temat, ale zawsze był on tylko fragmentem większej całości. Tym razem mogłam się zmierzyć z tym tematem i tylko niemu poświęcić uwagę. Nie ukrywam, że ciekawa byłam, jaki będzie efekt naszej rozmowy. Kilkanaście dni później dostałam tekst do autoryzacji, i już wiedziałam, że jest super. Czytałam ten tekst z wielką uwagą i cieszyłam się, że ten temat udało nam się tak ładnie przedstawić. Dzięki temu wywiadowi mogłam na ten temat spojrzeć ponownie, z innej perspektywy, bo sama jestem w innym miejscu, niż w czasie, gdy poruszałam go ostatni raz. Jak to jest być ojcem, który staje się kobietą? Na pewno nie łatwo, ani dla Niego, mojego syna, ani dla mnie. I fakt, że był już pełnoletni, wcale tego nie ułatwił. Ułatwił oczywiście pewne decyzje, ale i tak nie było, i nie jest, bo proces ten nadal trwa, łatwe. Dlatego tak wielką wartością dla mnie jest to, ze temat ten mogłam ponownie „przerabiać” na potrzeby tego akurat magazynu, w którym kontrowersyjnych i trudnych wyborów jest sporo. W nich nie ma prostych historii, ale wszystkie pokazują, że pozostając wiernym sobie, można stworzyć coś niezwykłego. Tym bardziej jestem szczęśliwa, że dostałam szansę pojawić się w tym magazynie, bo dzięki temu, w jaki sposób on pokazuje temat ojcostwa, mogłam i ja inaczej na nie spojrzeć. Nie będę udawała, że nie miałam wątpliwości, że zawsze wiedziałam, jak powinnam postąpić, że nie popełniłam błędów. Popełniłam, i to wiele. I to w czasie, gdy wychowywałam syna, i w czasie, gdy postanowiłam zawalczyć o to, by stać się tym, kim jestem dzisiaj. Tym bardziej cieszę się, że mogłam przeczytać o tylu różnych sytuacjach bycia ojcem, o trudnych, ale jednocześnie pełnych radości i wzajemnego porozumienia relacji. Mam nadzieję, że mimo wszystko coś pozytywnego z tego, co było pomiędzy moim synem a mną, pozostało, czemu wyraz dałam też w tym wywiadzie. Jest jeszcze jeden skutek ponownego zmierzenia się z tym zagadnieniem. Utwierdziłam się w tym, co jest napisane we wstępie do wywiadu. Trzeba postępować uczciwie i w zgodzie ze sobą. Dlatego swojemu synowi powtarzam, że zawsze będę jego biologicznym ojcem. I jestem przekonana, że długa rozmowa z Mari, w dodatku wzmocniona bardzo fajną sesją w Warszawie, ostatecznie mnie utwierdziła w tym, że tak jest i tak powinno być. A teraz z przyjemnością zapoznam się z pozostałymi sylwetkami ojców wypełniające 5 numer „Fathers”.


http://fathers.pl/fathers-nr-5/

Opublikowano recenzje | Skomentuj

Czekanie, czekanie, czekanie…

Coraz bardziej się obawiam, że na kolejne urodziny jeszcze nie będę miała procesu za sobą. W połowie kwietnia byłam u biegłego, teraz mamy koniec czerwca, i nadal nic.

Ostatni czas przyniósł sporo zawirowań. Spojrzałam też inaczej na proces tranzycji, jaki przeszłam. Obecnie biorę udział w diagnozie młodego trans chłopaka przygotowywanej pod kontem pozwu. Mam przed sobą do rozwiązania pewien dylemat dotyczący innej osoby trans. Musiałam zrewidować pewne swoje poglądy w zderzeniu z rzeczywistością. Jeszcze niedawno pisałam, że byłabym bardzo ostrożna przed podpisaniem zgody na medyczna i prawną korektę, gdyby to ode mnie miało zależeć. Teraz, po lekturze paru nowych pozycji w mojej biblioteczce i rozmowach na te tematy, jestem skłonna spojrzeć na to inaczej. Przede wszystkim widzę jednak coraz bardziej wyraźnie, że cały system diagnostyczny jest bardzo represyjny w stosunku do nas, osób, którym ma pomóc. Zaczynam dostrzegać coraz wyraźniej, że nie jesteśmy podmiotem, tylko…

Ok, nie mam nic przeciwko, żeby dostać wszelką dostępną pomoc, by upewnić się, by ukierunkować nasze poszukiwanie siebie, ale udowadniać to? Udowadniać, że jestem kobietą albo mężczyzną? Czy ktokolwiek poza nami, osobami transpłciowymi, musi udowadniać całemu światu to, kim jest? I jeszcze, żeby móc to udowodnić, musi na to czekać miesiące, a nawet lata?

Coraz mniej mnie dziwi to, że jest tak nas mało w przestrzeni publicznej. Wcale się nie dziwię, im więcej czasu spędzam w tym temacie, że tak wielu z nas chce o tym jak najszybciej zapomnieć. Sama niekiedy bym chciała. Nawet zdarza mi się o tym zapominać, ale życie, w postaci „kwiatu prawdziwych” Polaków (choć powinnam w tym wypadku napisać to słowo z małej litery, a nawet w indeksie dolnym), brutalnie mi o tym przypomina. Jak stało się to dwa ostatnie dni z rzędu. Wyzwiska i chamskie odzywki. Dzisiaj zastanawiałam się, czy iść z moim pistoletem tą samą drogą, czy zmienić trasę. W końcu wybrałam drugą opcję, ale w wyobraźni coraz częściej widzę ten pistolet w mojej dłoni i boję się siebie w tej wizji.

Dobrze, że mam teraz silne wsparcie duchowe, jakie odnajduję w wierze. Ale nie ukrywam, że szlak mnie trafia, że muszę zmieniać drogę do domu. Mam nadzieję, że mimo wszystko, zawsze do domu wrócę…

Mam nadzieję, że obecne władze, które cały czas nakręcają spiralę nienawiści, wreszcie się opamiętają, albo zdmuchnie ich wiatr zmian. To, co obecnie dzieje się w sprawie środowisk LGBTQIA, uchodźców, obcokrajowców, Muzułmanów każe mi być coraz bardziej wyczuloną na to, co się dzieje dookoła mnie.

Widzę w tym wszystkim też coś pozytywnego, jak zresztą zawsze staram się dostrzegać pozytywy w najtrudniejszych sytuacjach. Jestem bardziej wyczulona, empatyczna, otwarta. Zaczynam wręcz szukać kontaktu, chcę mówić o tym, co złe, chcę dawać świadectwo. I uczę się dostrzegać to, czego wcześniej nie widziałam.

Wracając do początku tego wpisu, zostały dwa miesiące. Czy 30 sierpnia będę świętowała nowe urodziny?

Opublikowano moja tranzycja, przemyślenia | 8 komentarzy

Boże Ciało

Spędzam z Bogiem coraz więcej czasu. I coraz bardziej czuję, że to jest to, co chcę w swoim dalszym życiu pielęgnować i rozwijać.

Nie ukrywam, że ma na to wpływ także to, co spotyka mnie ostatnio. Z jednej strony kolejne osoby ode mnie odchodzą. Spotykam się z pretensjami, zarzutami, obarczana jestem winą za to, że ktoś ode mnie odchodzi, że się zawiódł…

A z drugiej strony spotykam nowych ludzi, którym to,co i jak robię, nie przeszkadza. Wręcz śmiem twierdzić, że jest odwrotnie. Jednak wszystko to powoduje, że jestem coraz dalej od tych obszarów, z którymi tak mocno się identyfikowałam, i z myślą o dobru których zaczynałam swoje aktywistyczne działania. A tym czasem słyszę nawet, że moja radość z tego, ze mogę komuś realnie pomóc jest odbierana przez niektórych jako robienie głośnego szumu wokół siebie. Nie ukrywam, że boli mnie, gdy w kogoś inwestuję swoją energię, uczucia, czas i nagle zostaje to podeptane. Mimo, że nie robię wyrzutów, że staram się, żeby to na mnie nie wpływało za bardzo, coś za każdym razem we mnie umiera, coś gaśnie, coś odchodzi, by już nie wrócić. I nie wiem, jak bym sobie z tym radziła, gdyby nie moja Wiara, gdyby nie Jezus, któremu coraz więcej daję ze swojego życia, bo wiem, że kto jak kto, ale On mnie nie odtrąci, nie zostawi, nie wykorzysta.

Widzę już konkretne zmiany. Moje poglądy się radykalizują. Czytam coraz więcej literatury, rosną moje oczekiwania względem mnie samej. Widzę, jak to, co obecnie zaczynam robić wpisuje się w to, czego Bóg od nas oczekuje. Myślałam, że zamknęłam już pewien rozdział, a tu nagle ponownie wróciłam do tego, co tak bardzo mi pomagało w czasie, gdy odkrywałam siebie. Dałam coś, daję i dostaję.

Dzisiaj jest Boże Ciało. Do tej pory nie traktowałam tego święta zbyt poważnie. Oczywiście, chodziłam przed laty w procesjach, ale co to było za wyznanie wiary, gdy szło się w tłumie w czasach, gdy i tak co niedziela byłam w kościele.

Dzisiaj sporo myślałam, czym dla mnie obecnie staje się ten dzień, zwłaszcza w kontekście rozmowy jaką odbyłam dzień prędzej. Rozmowy, z której dowiedziałam się, że znowu ktoś ma pretensje, dlaczego? Bo nie skomentowałam, jak dostałam nagle odpowiedź, że mimo innych ustaleń, ktoś rezygnuje. Nie wiem, czy w ogóle by mnie powiadomił, gdybym nie zapytała. Co miałam odpowiedzieć, podziękować? za to, że znowu przez kogoś zostałam wydywana? Nic nie odpisałam i potem usłyszałam, że się obraziłam, że jestem przewrażliwiona. Gdy Tomek powiedział, że na procesję mam iść w albie, zdrętwiałam. Co innego pisać, pokazać na zdjęciach, rozmawiać…

Co innego natomiast pokazać w taki sposób. Zrobić takie wyznanie wiary. Najpierw jednak była Msza Św. i nasze dzielenie po Homilii. Boże Ciało. Czym jest dla mnie? Jak Je rozumiem? Kiedyś nie rozumiałam a teraz nawet przez moment zastanawiałam się, dlaczego akurat tak, dlaczego chleb i wino ma być Ciałem i Krwią Chrystusa. Dlaczego akurat ciało i krew? I wtedy pojawiły się w mojej głowie słowa Chrystusa wypowiedziane do uczniów w Wieczerniku: „To czyńcie na moją pamiątkę.” Czegóż chcieć więcej. Skoro Chrystus pokazał nam, jak mamy Go wspominać, to robię to i nie próbuję zrozumieć, dlaczego tak, a nie inaczej. I myśl ta była tak jasna, prosta, mocna, że od razu do mnie przemówiła. A skoro Chrystus chciał, by w szczególny sposób wspominać jego ofiarę, to skoro mam święto poświęcone wspomnieniu Jego Ciała, to moim obowiązkiem jest je wspominać i robić to tak, jak Chrystus ofiarował swoje Ciało za nas. Publicznie na krzyżu. Więc ja miałbym się krygować przed wyjściem w albie i z kadzidłem w procesji? Przecież bardzo tego pragnę, chcę, by moja wiara, wiara kobiety transseksualnej, była jawna, tak, jak jawne było wszystko to, co robił Chrystus będąc tu, na ziemi.

Jak się czułam? Spokojnie i dostojnie. Widok Monstrancji, którą kilkakrotnie wraz z Arturem okadzaliśmy, a zwłaszcza Hostia z wytłoczonym na Niej krzyżem, wzruszał mnie. Podczas dzisiejszego dzielenia Tomek opowiadał też o historii wprowadzenia Monstrancji, dlaczego i po co się pojawiła. Ja należę właśnie do tego gatunku wierzących, dla których wprowadzono Monstrancję, dla których tak ważna jest adoracja, celebracja.

Praktycznie już moje życie podporządkowuję obcowaniu z Chrystusem. Bardzo mnie dziś uderzyły słowa Tomka, że wychodząc z Eucharystii, mamy w sobie w szczególny sposób Boga i niesiemy go ze sobą w świat. Staram się wiedzieć i rozumieć coraz więcej. Czytam, słucham, dyskutuję, modlę się. Szukam odpowiedzi, próbuję zrozumieć, co dzieje się obecnie w moim życiu i zrozumieć, czego pragnę, czego oczekuję.

Dzisiejszy dzień to kolejny ważny etap na mojej obecnej drodze. Także dlatego, że mam coraz więcej siły i spokoju. Takie wejście w tłum, jak sobie funduję już od dłuższego czasu, jeszcze jakiś czas temu, wcale nie tak odległy, powodowałoby mimo wszystko wiele stresu. A dzisiaj nic. I zupełnie tak samo było podczas naszej dzisiejszej procesji. Nie czułam, że robię coś niestosownego.

Kiedyś napisałam, że nasza mała kaplica daje taką niezwykłą intymność w relacjach z Bogiem. I za każdym razem, gdy w niej jestem, czuję to. Tęsknię do jej widoku, nastroju w niej panującego. Pięknych strojeń. Wsiąkłam w Nią po uszy i cieszę się, że pojawiła się w moim życiu właśnie teraz. Gdyż nie boję się powiedzieć, że ona mnie ratuje.

Idę spać. Jutro rano msza. Potem DPS. Potem grupa wsparcia. I wieczorem prace nad projektem.

Kolejny ciekawy dzień, podczas którego znowu zrobię coś, dzięki czemu ponownie będę miała świadomość dobrze wypełnionego obowiązku. Obowiązku Chrześcijanki…

Opublikowano przemyślenia | Skomentuj

Ekonomia społeczna z transseksualizmem w tle

Chyba właśnie pojawił się temat kolejnej mojej książki.

Dzisiejsza obrona projektu w ramach Konkursu Wielkopolskich Innowacji Społecznych uzmysłowiła mi, jak wiele robię, nie planując tego, dla budowania pozytywnego obrazu osób trans. To kolejny projekt, jaki napisałam, a który porusza także temat transpłciowości. Jednak tym razem, to komisja wywołała ten temat, mimo, że ja o nim nie wspomniałam podczas prezentacji, skupiając się na założeniach projektu. Więcej, nie dosyć, że został wywołany, to jeszcze usłyszałam, że właśnie ujęcie w projekcie problematyki transpłciowości może być innowacją w ramach konkursu.

Bardzo się z tego ucieszyłam, bo cały czas mam w pamięci, z jakimi zarzutami spotkałam się, gdy postanowiłam rozszerzyć działania statutowe powstającej fundacji.

Niedługo obrona kolejnego projektu innowacji, tym razem w całości poświęconemu zagadnieniu transseksualizmu. Postanowiłam też napisać kolejny projekt w tym temacie.

Widzę, jak wielki potencjał się przede mną otwiera, ile dobrego mogę w ten sposób zrobić w kierunku depatologizacji postrzegania osób trans. Analizując ostatnie miesiące, podczas których weszłam bardzo głęboko w temat ekonomii społecznej, która staje się moim sposobem na życie, doszłam do wniosku, że może to być bardzo ciekawy temat na książkę. Dobrze, że do tytułu książki, którą obecnie piszę, czyli „Ostatniego rozdziału?” dodałam znak zapytania, bo moje życie stale pisze takie scenariusze, że nie ma szans na to, by nie pojawiały się kolejne rozdziały.

Wizyta w biurze RPO, druga po trzyletniej przerwie, okazała się też bardzo owocna, gdyż raport o sytuacji osób transpłciowych na rynku pracy pojawił się w najlepszym możliwym terminie, czyli na dwa tygodnie przed obroną projektu poświęconemu tej tematyce. Niewątpliwie bardzo mi pomoże w obronie.

Ostatnie dwa miesiące to niezwykle intensywny czas. Kilkanaście szkoleń, rejestracja Fundacji, napisane i złożone 4 projekty, tworzony kolejny, planowane dwa następne. Wywiady w nowych, niezwykle ciekawych odsłonach (Newsweek, Girl’s Room, Wyborcza, Father). Panel dyskusyjny w czasie Tęczowego Manifestu. Za kilka dni wezmę udział w sesji fotograficznej. I to wszystko się dzieje, mimo, że parę osób bardzo chciało udowodnić, że jestem nikim i do niczego się nie nadaję. Przykro mi, nie udało się wam, a ja ze swojej strony mogę was zapewnić, że to jeszcze nie moje ostatnie słowo…

Opublikowano moja tranzycja | Skomentuj

Czym sobie na to zasłużyłam?

Od pewnego czasu zadaję sobie to pytanie. I nie tylko ja, ale coraz większe grono moich znajomych i przyjaciół. Co ja takiego zrobiłam, że wygenerowałam taką nienawiść i niechęć w stosunku do mojej osoby? Dlaczego Ci, których poważałam, szanowałam, cieszyłam się z ich towarzystwa, dziś posuwają się do tego, by mnie zdyskredytować za wszelką cenę.           Prowokacje, insynuacje, dyskredytowanie mnie, ale nie tylko. Moja uczelnia została zdyskredytowana, Fundacja, z którą współpracuję podobnie. Osoby, które zgodziły się wesprzeć mnie swoją pracą poddawane zostają presji i muszą słuchać pomówień pod moim adresem.

Cały czas pamiętam, z jaką dumą jechałam na platformie autobusu otwierającego zeszłoroczny Pride Week. Co dziś z tego zostało? Nic, tylko gorycz, niesmak, żal. Rozmawiałam dziś z kilkoma osobami o tej sytuacji. bardzo się cieszę, że to, co mnie spotkało, wiele osób potrafi dostrzec w taki sposób, jakiego oczekiwałam. Jednak tak, jak mi napisała Ania Grodzka, nie powinno się dopuszczać do eskalacji takich sytuacji. Inna moja dzisiejsza rozmówczyni była zdziwiona, że moi przeciwnicy rozpętali taka medialną burzę, która, mimo usunięcia postów, już żyje w świadomości i cały czas zatacza coraz szersze kręgi.

Dla mnie najbardziej bolesne jest to, że cała ta sytuacja stawia wielu ludzi przed koniecznością wyboru. Widzę też, że niektórzy się oddalają, ale widzę też, jak wielu wyciąga do mnie dłoń, właśnie teraz, i murem stoi za mną.

Jestem pomawiana, dyskredytowana, obrzucana błotem. Organizuje się prowokacje, fałszywie oskarża, tworzy „dowody” bez podstaw. Mogłabym odpowiedzieć tym samym, bo cała ta sprawa powoduje, że mam coraz większą wiedzę o wielu sprawach, gdyż nie jestem jedyną, nie jestem pierwszą, zapewne nie ostatnią, z którą postąpiono w ten sposób. Najbardziej smuci to, że chyba, (tak, coraz bardziej mam co do tego wątpliwości), stoimy po tej samej stronie barykady. W momencie, gdy sąd stwarza problemy przy rejestracji organizacji NGO mającej w swoich celach działanie na rzecz środowisk LGBTQIA takie postępowanie, jakiego stałam się ofiarą, jest czymś kompletnie bezsensownym. Wiem o tym, nawet dzisiaj w jednej z rozmów o tej całej sytuacji, spotkałam się z identyczną opinią. Nie zamierzam odpowiadać tą samą bronią, jaką ci ludzie walczą ze mną w imię swoich kompletnie dla mnie nie zrozumiałych pobudek (jedyna, jaką jestem w stanie tutaj wskazać to taka, że mam inny sposób na walkę o nasze prawa, i taka, że zbyt dobrze znam tematykę, którą się zajmuję, dlatego nie pozwalam komuś, kto takiej wiedzy nie ma, narzucać sobie ich zdania). Tylko, czy tą sa powody do tego, by generować taką nienawiść?

I w dodatku brak wiedzy. Elementarnej. Wiedzy co do tego, kto za co odpowiada w organizacji. Cóż, ja poświęciłam sporo czasu na naukę, na studiowanie ustaw, na szkolenia. ja wiem, kto za co odpowiada…

Miałam nadzieję, że po tej burzy sprawa jednak sama ucichnie. Zgłaszając sprawę bardziej chciałam doprowadzić do opamiętania, ale także do dania sobie szansy przedstawienia swojej wersji wydarzeń. Ten cel już osiągnęłam i naprawdę wystarczyłoby tak niewiele, odrobinę dobrej woli, by tą sprawę zakończyć. Niestety, ciągle dowiaduję się o nowych faktach, o kolejnych próbach dyskredytowania mnie, a nawet podważania kompetencji ludzi ze mną współpracujących. I z każdą taką informacją, która do mnie dociera, coraz bardziej jestem przekonana, że nie zostawia mi się wyboru. Praktycznie nie zastanawiam się już czy. Zastanawiam się kogo, czy poszczególne osoby, czy całą organizację. Ja wcale nie ukrywam, że nie jestem bez winy. Nie trudno było wykorzystać moją otwartość i ufność przeciwko mnie. Na pewno popełniłam błędy, dałam się złapać w zastawione pułapki. Jednak mam jedną manię, która jest wynikiem moich wielu lat doświadczeń (zaczynałam na tym polu działać jesienią 2011 roku, gdy wiele z tych osób, które dziś są najbardziej zacietrzewione w walce ze mną, nie wiedziały zapewne co znaczy skrót LGBTQIA {nie LGBT+}). Nigdy niczego nie kasuję, a nawet jak kasuję, to najpierw zapisuję u siebie na dysku. Całkiem niedawno właśnie w ten sposób zdemaskowałam jedną z prób pomówienia mnie. Mam taką bardzo naiwną cechę: wierzę w dobro drugiego człowieka. Zwłaszcza teraz, gdy wiara w Boga jest dla mnie tak ważna, mam tej wiary w dobro jeszcze więcej, dlatego z chęcią bym sobie dała spokój. Jednak te kilka lat nauczyło mnie jeszcze jednego…

…bezwzględnej walki o swoje dobre imię i o to, co uważam za ważne i słuszne. Dlatego nie będę miała skrupułów i nie ja się będę martwiła skutkami. Tak, jak już kilka razy mówiłam, nikt tego nie wygra, ale ja o swoje dobre imię będę walczyła. I nie będę przebierała w środkach.

Kurcze, nie rozumiem, może ktoś mi to wytłumaczy, jak ludzie, którzy na ustach mają walkę z dyskryminacją, walkę o równość i poszanowanie praw drugiego człowieka, mają kompletnie za nic to, co przeszłam w swoim życiu. Jakie trudności musiałam pokonać. Gdyby to spotkało mnie ze strony osób z przeciwnej strony barykady, byłabym to w stanie zrozumieć. Jednak nie, mimo, że nie ukrywam się, nie przemykam chyłkiem, postawiłam na pełna otwartość i całkowicie podniesiona przyłbicę, tamta strona daje mi spokój. Zresztą po co miałaby się trudnić, skoro może mnie zniszczyć rękoma swoich przeciwników. I to chyba jest w tym wszystkim najbardziej przykre. Po co nam skrajna prawica, jak nie musi palcem kiwnąć, byśmy sami siebie wykończyli…

Opublikowano moja tranzycja | Skomentuj

Oddaję Bogu…

Od dwóch dni byłam bardzo wzburzona sytuacją, jaka się wydarzyła. Boli mnie ta skala perfidii i nienawiści, jakiej doświadczyłam. Zabolała mnie obojętność tak wielu, na któtych jakąkolwiek reakcję liczyłam.

Wczoraj zadzwoniła do mnie Ania. Rozmawiałyśmy i zasiała mi w duszy ziarno, które zaczęło kiełkować. „Oddaj Bogu, panu Jezusowi to, co Cię boli. Pomyśl, że dzieje się to dlatego, byś inaczej być może spojrzała na to, co dzieje się w Twoim życiu.”

Rozumiałam co do mnie mówi, bo w ostatnim czasie temat wybaczenia, prawdziwego, a nie na pokaz, zmiany priorytetów, zmiany postrzegania tego, co się dzieje wokół mnie, pytanie o sens pewnych kontaktów, pojawiały się często. Wiele z tego, co słyszałam, co sama zaczynałam mówić, padało na podatny grunt w mojej duszy.

Dziś poszłam na mszę. Wspominaliśmy męczennika Św. Floriana. Podczas medytacji po mszy nagle gdzieś w oddali zagrała trąbka. Przeniosłam się w czasie na pogrzeb mojego ojca, gdzie głos trąbki był zaskoczeniem, gdyż był niespodziewanym prezentem. Nawet nie przypuszczałam, że ten dźwięk tak wrył mi się w pamięć i wywoła dziś takie skojarzenia. Po co truć sobie życie? Po to, by na końcu stwierdzić, że to było totalnie bezsensowne?

Podczas Homilii nagle poczułam to, bardzo wyraźnie. Spłynął na mnie spokój. Nagle uzmysłowiłam sobie, że nie ma we mnie gniewu, nie ma chęci odwetu. Mogłam powiedzieć zupełnie szczerze Karolino Lemur Niedźwiecka wybaczam Ci. Wybaczam Tobie i wszystkim pozostałym osobom zaangażowanym w tą nagonkę na moją osobę. Wiem, że prawda zwycięży, a skoro Bóg mnie tak doświadcza, robi to po to, bym stała się jeszcze lepsza, poprzez doświadczanie uczę się pokory i zaczynam coraz lepiej rozumieć, jaki świat mnie otacza i jakie miejsce w tym świecie jest dla mnie przeznaczone.

Ania mi opowiadała, co przeżyła ponad 4 lata temu, gdy zawierzyła Bogu. Ja teraz przeżywam to samo co wtedy Ona. W wielu kwestiach dotyczących wiary różnimy się, ale powiedziała, że upomni mnie, bo uważa, że tak powinna zrobić, ale pozostawia mi prawo wyboru. Już niedługo spotkamy się. Widziałyśmy się ostatni raz kilka lat temu, obie wtedy byłyśmy w kompletnie innych światach. Ale nie obawiam się naszego spotkania. Bo Ania jest tą, która nauczyła mnie słuchać. I jest jedną z nielicznych, a przez długi czas jedyną, której słuchałam, której rady nawet, jak nie stosowałam, analizowałam i zawsze sobie ceniłam.

Dzisiaj podczas mszy poczułam tak mocno, że mam to wszystko złożyć na ręce pana Jezusa, że po prostu to zrobiłam i od razu poczułam spokój.

Procedury, które uruchomiłam, pozostaną uruchomione, bo nadal uważam, że powinnam to zrobić. Gdyby oszczerstwa dotyczyły tylko mojej osoby, w tej chwili bym odpuściła, wierząc, że moje postępowanie i to, kim jestem, obroni się samo. Biorąc jednak pod uwagę, że cała ta sytuacja wpływa pośrednio na osoby, które mi zaufały, i za które czuję się odpowiedzialna oraz może negatywnie wpłynąć na działalność mojej Fundacji, która została założona, by zgodnie z celami statutowymi przeciwdziałać wykluczeniom, będę kontynuowała rozpoczęte działania. Jednak na pewno nie przerodzą się one w formę zemsty na żadnej z osób zaangażowanych w szkalowanie mojej osoby.

Zaufałam Bogu i tego zamierzam nadal się trzymać. Zapewne poskutkuje to także innym doświadczeniem Ani, radykalnym przebudowaniem grona znajomych, co zresztą już się dzieje. Jednak jeszcze nie dojrzałam do tego momentu, by wprowadzić to w życie, choć ten moment jest coraz bliżej. I nie chodzi o to, że ktoś mi wyrządził krzywdę. po prostu zaczynam dostrzegać, jakie kontakty, jacy ludzie są mi bliscy, a jacy już nie.

 

Opublikowano przemyślenia | Skomentuj

„Komentarz” do tej historii:


http://tranzycja.blog.pl/2017/05/03/na-ostrzu-noza/

 

18289880_1527765597274253_951244051_o

Właściwie nie powinnam się odnosić do takiej formy wypowiedzi, ale wyjaśnię tylko jedno „nieporozumienie”. Opisana sprawa nie dotyczy grupy wsparcia dla osób trans, gdyż nikt z osób tutaj wspomnianych nigdy na niej nie był, nie brał udziału w jej zajęciach.

Mam dowody na to, że cała sytuacja została ukartowana i zaaranżowana, by mnie zdyskredytować. Wiem, z kim rozmawiałam, wiem o kim, mam zapis mailowy rozmów. gdy zajdzie taka potrzeba, przedstawię dowody w sprawie.

 

Opublikowano ogłoszenia | 2 komentarzy

Na ostrzu noża

Wszystko zaczęło się jeszcze w listopadzie zeszłego roku. Cały czas miałam jednak nadzieję, że uda się wypracować coś, co zadowoli obie strony. Jednak przeszłam w życiu zbyt wiele, bym mogła pozwolić na to, by całkowicie podporządkować się woli innych. Nie udało się to mojej byłej żonie, z którą przeżyłam ponad 20 lat, więc jak osoby, które miały ze mną do czynienia przez kilka miesięcy, mogły osiągnąć to, czego nie udało się mojej żonie? Jak mogły mnie sobie zupełnie podporządkować? Nie mogły, gdyż ja, gdy sytuacja mnie do tego zmusza, nie obawiam się konsekwencji swoich czynów, nie obawiam się radykalnych posunięć. I nie obawiam się stawiać wszystkiego na ostrzu noża.
I postawiłam. Ponownie.
Najpierw informacja Fundacji Trans-Fuzja o zmianach w funkcjonowaniu naszej poznańskiej grupy wsparcia, której, wypada to tutaj podkreślić, byłam inicjatorką i współzałożycielką:
Od maja nasza grupa wsparcia w Poznaniu zmienia swój status oraz miejsce spotkań. Na najbliższe spotkanie samopomocowej grupy wsparciowej zapraszamy w najbliższy piątek 5 maja o godz. 19.00 do siedziby szkoły tańca One Dance Studio przy ul. Garbary 64.
Ze wzgledu na to, że poznańskie Stowarzyszenie Grupa Stonewall zerwało współpracę z Fundacją Trans-Fuzja, zmuszeni zostaliśmy do zmian organizacyjnych i lokalowych w dalszym prowadzeniu naszej poznańskiej grupy wsparcia. Tymczasowo będzie ona kontynuowała działalność w nowym miejscu jako samopomocowa grupa wsparciowa. Grupę prowadzi nowo powstała Fundacja Akceptacja w porozumieniu z Fundacją Trans-Fuzja.

W odpowiedzi na tą informację pojawiło się oświadczenie Stowarzyszenia Grupa Stonewall z dnia 02.05.2017
Drogie Osoby,

w związku z ogłoszeniem zamieszczonym na stronie Fundacja Trans-Fuzja (link poniżej) czujemy się w obowiązku uzupełnić zawarte w nim informacje.

Decyzja o zakończeniu działania grupy wsparcia dla osób transpłciowych w dotychczasowym kształcie była podyktowana poważnymi zastrzeżeniami co do kompetencji i sposobu działania wolontariuszki fundacji Trans-Fuzja, która została oddelegowana do współprowadzenia spotkań grupy, a także brakiem porozumienia co do zakresu i zasad współpracy oraz podziału kompetencji między Fundacją Trans-Fuzja i Stowarzyszeniem Grupa Stonewall.

Powyższe zastrzeżenia w naszej ocenie uniemożliwiają realizację najważniejszego celu grupy, czyli udzielania profesjonalnego i opartego o zasady etyki zawodu psychologa wsparcia osobom transpłciowym. Wobec tego podjęliśmy i podjęłyśmy decyzję o rozwiązaniu współpracy z Fundacją Trans-Fuzja w zakresie prowadzenia poznańskiej grupy wsparcia dla osób transpłciowych.

Jednocześnie, mając na uwadze przede wszystkim dobro poznańskiej społeczności osób transpłciowych, podjęliśmy decyzję o powołaniu grupy wsparcia KOKON. Będzie ona prowadzona wyłącznie przez psychologów i w naszej ocenie zapewni profesjonalną i bezpieczną pomoc uczestniczącym w niej osobom.

Jednocześnie podkreślamy, że jesteśmy pełni i pełne uznania dla zasług Fundacji Trans-Fuzja na polu działania na rzecz społeczności osób transpłciowych w Polsce. Deklarujemy pełne wsparcie dla jej działań i gotowość do nawiązywania współpracy w przyszłości.

Pozdrawiamy,
Zarząd Stowarzyszenia Grupa Stonewall
href=”http://transfuzja.org/pl/artykuly/zapowiedzi_trans/2017_05_05_poznan_spotkanie_samopomocowej_grupy_wsparciowej.htm” 

W odpowiedzi na to oświadczenie wystosowałam własne:

W grudniu stałam się obiektem ataku personalnego, o czym powiadomiłam Zarząd mojej rodzimej organizacji, czyli Fundacji Trans-Fuzja. Po spotkaniu zarządów obu organizacji, dostałam zapewnienie, że zostaną wyjaśnione wszystkie nieporozumienia pomiędzy moją osobą, a Zarządem Grupy Stonewall. Pod wpływem takiej decyzji zgodziłam się, mimo chęci rezygnacji już wtedy z dalszej współpracy z Grupą Stonewall, na dalsze współprowadzenie grupy wsparcia dla osób trans na dotychczasowych zasadach. Niestety, mimo kilkukrotnego zwracania się do Zarządu GS w osobie Prezesa Arka Kluka o przeprowadzenie rozmów, nie zostało nic wyjaśnione, natomiast cały czas wokół mojej osoby narastał konflikt, który doprowadził mnie do decyzji rezygnacji z prowadzenia grupy we współpracy z Grupą Stonewall. Mimo to zostałam pomówiona i wystosowano oficjalne pismo w mojej sprawie do zarządu Fundacji Trans-Fuzja. Z informacji przeze mnie uzyskanych mam podstawy uważać, że stałam się ofiarą prowokacji mającej na celu zdyskredytowanie mojej osoby. Biorąc to wszystko pod uwagę, oraz uwzględniając różne inne sytuacje, jakie stały się moim udziałem w okresie od listopada zeszłego roku, uznaję, że w rażący sposób zostały naruszone moje dobra osobiste i rozpatruję wszczęcie kroków prawnych przeciwko osobom, które je naruszyły. O całej sprawie poinformowałam już Rzeczniczkę Przeciwdziałania Wykluczeniom Przy Prezydencie Miasta Poznania, panią Martę Mazurek. Rozważam też zgłoszenie sprawy do Rzecznika Praw Obywatelskich. Ze swojej strony złożę też oficjalne zawiadomienie, w którym opiszę dokładnie przebieg wszystkich sytuacji, w jakich brałam udział i które mają wpływ na ocenę, jaką wystawił mi Zarząd Stowarzyszenia Grupa Stonewall oraz postępowanie zaangażowanych w te działania osób do Fundacji Trans-Fuzja, której jestem wolontariuszką. Na swoją renomę pracuję od lat. Obecnie jestem prezesem nowo powstałej Fundacji Akceptacja, która będzie pracowała z wieloma grupami społecznymi, dlatego nie pozwolę na dyskredytowanie mojej osoby. Jeżeli uznam za celowe, złożę też doniesienie do Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka.
Z poważaniem
Anna Maria Szymkowiak (Lukrecja Kowalska)
do wiadomości Edyta Baker Laura Filipczak Krystyna Wasiak Marta Mazurek

Zarząd Fundacji Trans-Fuzja także odniósł się do oświadczenia Stowarzyszenia Grupa Stonewall:

W związku z opublikowaniem na fanpage’u na Facebooku oświadczenia poznańskiego Stowarzyszenia Grupa Stonewall dotyczącego zerwania współpracy z Fundacją Trans-Fuzja w sprawie prowadzenia grupy wsparcia dla osób transpłciowych w Poznaniu, zmuszeni jesteśmy do wydania poniższego oświadczenia.
Decyzja o zerwaniu współpracy z Fundacją Trans-Fuzja (dalej: TF) w sprawie prowadzenia grupy wsparcia dla osób transpłciowych została podjęta jednostronnie przez zarząd Stowarzyszenia Grupa Stonewall (dalej: GS), mimo wcześniejszych zapewnień o chęci współpracy.
Zarząd GS nie jest instancją władną oceniać kompetencje wolontaiuszy TF. Szczególnie w sytuacji głębokiego konfliktu personalnego pomiędzy zarządem i kadrą GS a wolontariuszką TF współprowadzącą poznańską grupę wsparcia dla osób transpłciowych. Pragniemy podkreślić, że konflikt ten był długotrwały i pomimo podjęcia w grudniu 2016 r. mediacji przez zarząd TF, zarząd GS nie uczynił nic, by go wygasić, a wprost przeciwnie: doprowadził do eskalacji, której efektem jest sytuacja obecna.
Jednocześnie nadmieniamy, że ze strony naszych beneficjentów, tj. osób uczęszczających na spotkania poznańskiej grupy wsparcia dla osób transpłciowych, nigdy nie wpłynęła żadna skarga na postępowanie naszej wolontariuszki współprowadzącej grupę. Jedyną skargę, jaka wpłynęła do TF, sporządziła osoba z kadry GS na podstawie doniesienia drugiej osoby z kadry GS dotyczącego wydarzenia nie mającego żadnego związku z działalnością poznańskiej grupy wsparcia dla osób transpłciowych.
TF nie widzi żadnych powodów, by traktować taką skargę inaczej, jak celowe działanie mające na celu zdyskredytowanie w naszych oczach naszej wolontariuszki.
TF przyznaje głęboką rację GS co do faktu braku porozumienia w sprawie zakresu i zasad współpracy oraz podziału kompetencji między TF a GS. Odnosząc się to tego faktu, GS zapomniała jednak napisać, że propozycje zasad współpracy i podziału kompetencji TF przesłała GS 16 stycznia. Zarząd GS nie znalazł przez ponad trzy miesiące czasu, by się do tych propozycji ustosunkować lub wystąpić z własnymi. Pretensję o brak takich porozumień i uzgodnień może więc zarząd GS mieć wyłącznie do siebie, nie powinień zaś nim tłumaczyć zerwania współpracy z TF.
GS myli się twierdząc, że zatrzeżenia wobec naszej wolontariuszki „uniemożliwiają realizację najważniejszego celu grupy, czyli udzielania profesjonalnego i opartego o zasady etyki zawodu psychologa wsparcia osobom transpłciowym”. Grupy wsparcia dla osób transpłciowych działające pod auspicjami TF pracują według przyjętych przez organizację standardów, a nie według zasad etyki zawodu psychologa. „Grupa wsparcia” to nie to samo, co „psycholog”. Zasady etyki zawodu psychologa obowiązują w tym przypadku psychologa współprowadzącego grupę (rekomendowanego przez GS), ale nie naszą wolontariuszkę, która psychologiem nie jest i nie ma żadnych powodów, by miała się kierować zasadami etyki zawodu, którego nie uprawia.
Podkreślamy, że napięta sytuacja pomiędzy zarządem i kadrą GS a naszą wolontariuszką była nam znana od kilku miesięcy. Zakończyła się ona świadomą rezygnacją naszej wolontariuszki z dalszej współpracy z GS i tym samym ze współprowadzenia poznańskiej grupy wsparcia. W naszej ocenie, rozwiązywało to problem, a TF wyraziła chęć dalszego prowadzenia poznańskiej grupy we współpracy z GS. Wtedy właśnie otrzymaliśmy maila z informacją o rezygnacji przez GS z dalszej współpracy z nami. Motywacje rozwiązania przez GS współpracy z TF trudno uznać za szczere, jeśli okoliczności, o których pisze GS, przestały istnieć. Czujemy się potraktowani wbrew zasadom partnerstwa i dobrym praktykom przyjętym we współpracy organizacji pozarządowych. Tym samym wyrazy uznania wobec naszej organizacji, wyrażone w oświadczeniu GS, uznajemy wyłącznie za dyplomatyczną kurtuazję bez pokrycia w postępowaniu poznańskiego stowarzyszenia wobec naszej organizacji.
Zarząd Fundacji Trans-Fuzja

Nie wiem, jakie kroki podejmę w tej sprawie. Na chwilę obecną złożyłam oficjalne zawiadomienie na ręce Rzeczniczki Do Spraw Przeciwdziałaniu Dyskryminacji Przy Prezydencie Miasta Poznania, Pani Marty Mazurek. Będę na pewno rozmawiała o tym z Zarządem Fundacji Trans-Fuzja i odbędę konsultację z doradcą prawnym.

O wynikach na pewno poinformuję.

Tak niedawno pisałam i mówiłam, że najwięcej złego, najwięcej hejtu i transfobii spotkało mnie ze strony środowiska LGBT. Oczywiście nie całego, ale to z niego wyszło najgorsze, co mnie spotkało. I teraz mam tego kolejne potwierdzenie. Na szczęście są w naszym środowisku także organizacje i osoby, które nie pozostają obojętne na takie sytuacje.

Poza wyrazami wsparcia ze strony Trans-Fuzji podobne zapewnienie dostałam ze strony Kampanii Przeciw Homofobii.

Hejtowi mówię STOP!

 

Opublikowano przemyślenia | Skomentuj